Przekroczenie granicy nie zawsze jest proste – narty na Chopoku cz. 1

Pamiętasz jeszcze te czasy, gdy przekroczenie granicy nie było tak proste, jak teraz? Aby znaleźć się po drugiej stronie szlabanu trzeba było okazać stosowne dokumenty i przejść odprawę celną? Czasy, gdy Polska była poza układem z Schengen wydają się być zamierzchłą przeszłością, a nie minęło nawet 10 lat! Człowiek błyskawicznie przyzwyczaja się do dobrego…

Chopok

Czytaj dalej na nowym blogu…

Prezenty dla turysty i człowieka aktywnego

Wigilia i Święta Bożego Narodzenia są dla mnie najpiękniejszymi dniami w roku. Lubię też okres przygotowań, pieczenie ciast i ubieranie choinki. Natomiast stresuje mnie zakup prezentów. Nie dość, że nie znoszę chodzenia po sklepach, to często nie starcza mi pomysłów, czym obdarować najbliższych. Chciałbym każdemu ofiarować coś niebanalnego lecz w konsumpcyjnym świecie, gdzie wszyscy wszystko mają, niełatwo wstrzelić się z oryginalnym prezentem, który nie kosztuje majątku.

Święta

Czytaj dalej na nowym blogu…

Ludzie spotkani nad Prosną

Przyszli większą grupą, było ich chyba z dziesięciu. Zaniepokoiłem się. Doświadczenie, które nabyłem po latach pływania na kajaku, ostrzegało, że pojawienie się „chłopców ze wsi”, zawsze zwiastuje kłopoty. Musieli wyczuć moje obawy, bo któryś z nich zawołał:

– Niech się pan nami nie przejmuje, my przyszliśmy tutaj wyłącznie w celach zdrowotnych!

Prosna_splyw_003

 

Czytaj dalej na nowym blogu…

Miasto Archipelag, czyli życie po drugiej stronie szlabanu

Pociąg zatrzymał się, chociaż nie powinien. Zapowiadało się większe opóźnienie. Przyzwyczaiłem się. Od roku dojeżdżałem do pracy z Łodzi do Warszawy i nie miałem złudzeń, że opóźnienie, to znak firmowy PKP. Z nudów wyjrzałem przez okno. Gapiłem się na zamknięty szlaban i ludzi czekających na możliwość przejścia. Siąpił zimny, wczesnowiosenny deszczyk okrywając cały świat depresyjną szarugą. Wśród stłoczonych przed szlabanem ludzi wypatrzyłem mężczyznę trzymającego na postronku krowę. Nie potrafię wyjaśnić, dlaczego właśnie jego tak dobrze zapamiętałem. Może z powodu kontrastu? Z jednej strony ja, w eleganckim stroju, siedzący w ciepłym przedziale pociągu, z drugiej on w gumofilcach i drelichu, marznący na deszczu. Zastanawiałem się kto z nas jest szczęśliwszy. Jego myśli nie miałem szans poznać, a ja… cóż, praca w stolicy generowała wysokie przychody i jeszcze wyższy poziom stresu, była prawdziwym Mordorem.szlaban kolejowy

 

Czytaj dalej na nowym blogu…

Południowe Morawy cz.2 – Znojmo, Podyji, Lednice

Rozstaje dróg i kolejne niezbyt precyzyjne oznakowanie. Rozkładam mapę, a Królis spogląda w ekran smartfona. Nie możemy dojść do porozumienia. Naszej dyskusji przez chwilę przysłuchuje się starszy mężczyzna. Wreszcie z dobrotliwym uśmiecha postanawia pomóc zakończyć ten jałowy spór. Cierpliwie tłumaczy, jak mamy jechać, aby przekroczyć rzekę. Każdą kwestię powtarza dwukrotnie. Niestety, mówi w języku czeskim. Wreszcie wzdycha i kończy słowami:

– Ja się tyle nagadałem, a wy pewnie nic nie zrozumieliście?

Zapewniamy, że zrozumieliśmy, życzymy miłego dnia i raźnie naciskamy na pedały. Na najbliższym rozjeździe gubimy drogę. Chyba jednak nie zrozumieliśmy…Most na Dyji

Czytaj dalej na nowym blogu…

Winne szlaki rowerowe – Mikulov i Palava. Morawy Południowe cz.1

Przeglądając mapy i przewodniki w księgarniach można dojść do wniosku, że w Czechach znajduje się jedynie Praga. Jeżeli dobrze pogrzebać na półkach lub w internecie, to znajdziemy garść informacji dotyczących przygranicznych pasm górskich – Karkonoszy,Gór Izerskich czy Jeseników oraz skalnego miasta w Adrszpachu. Poza tym jedna, wielka biała plama.

Morawy winnice rowery

Nie pierwszy raz ogarnia mnie zdziwienie, jak mało interesujemy się krajem naszych sąsiadów, chociaż Czesi są nacją, którą najbardziej lubimy. Planując wycieczkę do Czech, za każdym razem czuję się niczym odkrywca, który wyrusza by poznać mało spenetrowane ziemie. Tak było, gdy poznawałem znakomite czeskie ośrodki narciarskie, odkrywałem uroki Czeskiej Szwajcarii, czy teraz, planując rowerową eskapadę wśród morawskich winnic…

Czytaj dalej na nowym blogu…

Podróż z kaczorem – zwiedzamy okolice Wielunia

Droga wyglądała znajomo, skręciłem w nią bez wahania. Niestety, wyprowadziła nas w pole. Musiałem zawrócić.

– Hegemonie, dlaczego nie zapytasz kogoś, gdzie jechać? – zdziwił się Sławek

– Przecież mam mapę!

– No zupełnie, jak mój brat! Będzie błądził przez pół dnia, ale o drogę nie zapyta, nikogo!

– Wiem, jak jechać, tylko się pomyliłem – odparłem z wielką pewnością siebie, chociaż w głębi duszy czułem, że Sławek ma rację

– Widzisz Sławku – odezwała się z tylnego siedzenia mama – Moje dzieci tak mają. Zawsze uważają, że racja jest po ich stronie i nie słuchają żadnych argumentów! Jestem ciekawa po kim to odziedziczyły, chyba po tatusiu, bo to on jest tak przeraźliwie uparty!

– Natomiast mama jest wzorem braku uporu i nigdy, ale to nigdy nie zapiera się przy swoim, tak?

Mama zamilkła, a ja skręciłem w kolejną drogę.

droga okolice wielunia

Czytaj dalej na nowym blogu…

Wieluń i okolice, czyli w poszukiwaniu Polski drewnianej

Wokół Łodzi, co ci szkodzi, odcinek 5/24

Właściwie całe życie jestem związany z ziemią wieluńską. Zaczęło się, gdy nie miałem jeszcze roku. Rodzice szukali miejsca na wakacje i mamę urzekł dom stojący tuż pod lasem nad Wartą. Mimo, że nie było żadnych wygód, nawet prądu, rodzice bez wahania wynajęli od gospodarzy izbę, w której mama spędziła trzy miesiące sama z małym, w dodatku bardzo płaczliwym dzieckiem. O ojca w tym samym czasie upomniało się Ludowe Wojsko Polskie i wysłało w okolice Jeleniej Góry. Do mamy przyjechał tylko raz, na ówczesne święto 22 lipca, gdy pluton taty przekonał majora do udzielenia podkomendnym urlopu (przekonanie polegało na zakupieniu obywatelowi majorowi stosownego dywanu).

gont dach

Czytaj dalej na nowej stronie bloga…

Czekając na Godota, czyli jak nie dostałem prezentu na urodziny

Biorę głęboki oddech i wchodzę na pocztę. Nie darzę sympatią tej instytucji. Oczywiście natykam się na kolejkę. Czynne tylko jedno stanowisko. Przy drugim, co prawda siedzi pani, ale twarz jej zasłania tabliczka z ogromnym napisem „stanowisko nieczynne”. Nieczynna Pani nie dość, że nie obsługuje klientów, to jeszcze co rusz przeszkadza Pani Czynnej, maksymalnie utrudniając jej pracę.

pocztaCzytaj dalej na stronie bloga…