Marketing turystyczny czyli Wielkanoc w okolicach Kłodzka

Tytułem wstępu

Wielkanoc 2012 roku upałami nie rozpieściła. Na szczęście spędzaliśmy święta w okolicach Kłodzka, a tam zawsze jest co robić, nawet w niepogodę. Nie siedzieliśmy więc w domu, za to dużo jeździliśmy i zwiedzaliśmy. Jedno miejsce zrobiło na mnie szczególne wrażenie. Gdyby pogoda była ładniejsza, pewnie nigdy bym nie zaplanował tej wycieczki…

Ta „wystawka” była chociaż z epoki

Szczyt marketingu

Góry Sowie, Hitler, nierozwiązane zagadki II wojny światowej, ukryte skarby – takie klimaty działają na wyobraźnię nie tylko małych chłopców, ale też takich starych koni, jak ja. A gdy na dworze raz śnieg, raz deszcz, bardziej zimowo niż wiosennie, to czemu nie zejść pod ziemię, tam chociaż nic na łeb nie pada. Do zwiedzania udostępniono trzy sztolnie. Nigdzie nie udało się znaleźć informacji, która jest najciekawsza, więc na chybił trafił wybraliśmy Osówkę.

Na dzień dobry zniechęca płatny parking. Wejścia tylko o pełnych godzinach. Musieliśmy poczekać około 40 minut. Na szczęście na miejscu jest kawiarnia, więc zamówiliśmy coś ciepłego. Jakoś przeczekaliśmy zbytnio nie szczękając zębami, bo pomieszczenie było licho ogrzewane.

Wreszcie nadszedł właściwy czas. Najpierw zakup biletów. Możemy wybierać pomiędzy zwykłą, a ekstremalną trasą. Nie wypadało być miętkim herbatnikiem, więc decydujemy się na tę drugą opcję. Oczywiście odpowiednio droższą. Od kas do sztolni trzeba przejść kilkaset metrów. Przed wejściem zebrała się całkiem spora grupka chętnych do zwiedzania. Rozdawane są kaski, znaczy będzie niebezpiecznie. Napięcie rośnie. Przewodnik umiejętnie je podsyca, zaczynając snuć tajemniczą opowieść, jeszcze zanim wpuści całą grupę pod ziemię. Widocznie terminował u Wołoszańskiego i z pewnością był jednym z bardziej pojętnych uczniów. Ludzie słuchają bez szemrania. Tak będzie przez cały czas.

Rozdano kaski, będzie niebezpiecznie

Wchodzimy do wnętrza. Niektóre korytarze są wybetonowane, większość to tylko jaskinie wykute w skale. W połowie drogi zaczyna się wersja ekstremalna. Czekający na miejscu przewoźnik zaprasza małe grupki do wielce chybotliwej łódki. Po chwili zostajemy wysadzeni na niewielkim pomoście, dalsza droga wiedzie po moście linowym, który z każdym krokiem buja się na wszystkie strony. Następnie, w kompletnych ciemnościach, przedzieramy się labiryntem wąskich kładek. Ten, co zapomniał latarki, ma gratis maxi ekstremalną trasę. Po 10 minutach wracamy do normalności – czyli przemierzania kolejnych korytarzy i słuchania wykładu przewodnika o tym co kiedyś być może tu było, ale nikt tego nie widział.

Sztolnie nie są całkowicie puste. Liczyłem na jakieś pozostałości po Niemcach, resztki tajnej broni czy tajemniczych urządzeń. Rozczarowałem się. Wszystko, co można obejrzeć, to rekwizyty po ekipach filmowych, często kompletnie nie związane z okresem II wojny światowej. Wreszcie na koniec przewodnik obiecuje nam, że zobaczymy coś z epoki, prawdziwy rarytas… czołgi, w tym największego drapieżnika, postrach pól bitewnych – niemieckiego Tygrysa. No cóż, nawet nie były to repliki czy też makiety zapowiadanych maszyn bojowych, a jedynie ogromne plansze rozwieszone w jednej z „komnat”.

Wychodzimy na zewnątrz, gdzie czeka już kolejna ekipa turystów żądnych rozwikłania tajemnic Hitlera. W drodze do samochodu zastanawiam się co zobaczyłem i dochodzę do wniosku, że… nic. Podobne przeżycia mogę sobie zapewnić schodząc do piwnicy w bloku i gasząc światło. Jednak setki ludzi codziennie przyjeżdżają w Góry Sowie i zostawiają ciężką za oglądanie tego „nic”. Brawo za mistrzowski marketing turystyczny i przewodnika, który niezwykle umiejętnie buduje nastrój!

9 myśli nt. „Marketing turystyczny czyli Wielkanoc w okolicach Kłodzka

  1. ~malina

    Aaaaa! Panie redaktorze, ” (…) żądnych rozwikłania tajemnic Hitlera (…)”! Nie należy ślepo wierzyć autokorekcie.

  2. ~polkrisss

    Słuszna racja. Zauważyć należy, że ten marketing jest mocno przemyślany. Wejścia do sztolni o godzinie pełnej, aby dać zarobić właścicielowi kawiarni, zimno w kawiarni-trzeba się napić lub zjeść coś gorącego. Podejście do klienta niesamowite.

    1. hegemon Autor wpisu

      Masz rację, też byłem pod wrażeniem podejścia do klienta. Mnie zafascynowało sprzedanie dziury w ziemi, w której nie ma nic, a tłumy ludzi walą w każdą pogodę.

  3. ~nemezis

    Wymagający jesteś Hegemonie. Nic nie zobaczyłeś? ;)
    Kiedy byliśmy tam jakiś czas temu, spaliśmy w pensjonacie PRL w pobliskiej Głuszycy – można było sobie przypomnieć stare czasy….Oprócz zwiedzania samych sztolni, mieliśmy okazję obserwować rajdy samochodowe – niezłe widowisko ;) W drodze powrotnej zajechaliśmy do oberży PRL w Jedlinie-Zdroju.
    W sumie miło wspominam tamten czas :)

    1. hegemon Autor wpisu

      Dużo rzeczy widziałaś Nemezis, dużo. Lubię takie klimaty nawiązujące do PRL, więc pewnie w tamte rejony znowu się wybiorę :-)

Możliwość komentowania jest wyłączona.