Chopok story…

Ośrodek Jasna na Chopoku przeszedł w ostatnim czasie niesamowite przeobrażenia. Byłem tam sześć lat temu, teraz jest to zupełnie inne miejsce.  Bliżej mu do solidnych ośrodków alpejskich, niż do nadal siermiężnych stacji Europy Środkowej. 

Zazwyczaj nie przepadam za sztandarowymi ośrodkami w danym państwie – co prawda zazwyczaj oferują najlepsze warunki do jazdy na nartach, ale są drogie, a komercja zabija niepowtarzalny klimat gór. Z drugiej strony słyszałem tyle entuzjastycznych opowieści o nowych wyciągach, kolejkach linowych, kilometrach tras (również freeraidowych), że jak tu nie pojechać i nie zobaczyć na własne oczy? No jak?

fot.: Sylwia Niedźwiedzka

Problemy mnożyły się od samego początku, najpierw z wynajęciem kwatery. Nie muszę mieszkać tuż przy wyciągach, ale zależy mi na ładnym położeniu domu. Wolałbym aby nie stał przy ruchliwej ulicy lub tuż obok klubu nocnego tętniącego głośną muzyką od 22.00 do 6.00 rano. Dobrze wypoczywam, gdy metraż pokoi przekracza standard zarezerwowany dla cel więziennych, są co najmniej dwie łazienki (dla ośmiu osób nie jest to zbytek luksusu) oraz ogólnodostępna kuchnia. Niestety, właściciele miejsc noclegowych, w najbardziej znanych ośrodkach mają to do siebie, że nie specjalnie dbają o klienta. Wychodzą z poniekąd słusznego założenia, że ze względu na renomę, modę, popularność, zawsze ktoś przyjedzie. Tydzień mailowania oraz dzwonienia i zawsze jest coś nie tak. W jednym nie ma kuchni i trzeba wykupić pożywienie, w drugim gospodarz delikatnie sugeruje, że nie wszystkie pokoje będą ogrzewane, do trzeciego zimą praktycznie nie da się dojechać. Wreszcie na trzy dni przed wyjazdem udało się – rezerwujemy cały domek w Lubeli. Co prawda 30 kilometrów od wyciągów, za to blisko basenów termalnych.

W sobotni słoneczny poranek zapakowałem samochód i ruszyłem w drogę. Była to krótka, ledwie 20 kilometrowa podróż, zwieńczona powrotem na lawecie. Zawiódł alternator. W ramach nagrody pocieszenia, otrzymałem unikalną przyjemność odbycia konwersacji z Laweciarzem. On mówił, a ja się uśmiechałem i przytakiwałem. Laweciarz roztoczył przed mną mroczną wizję kraju zmierzającego niechybnie do ruiny. Wieszczył, że polityka rządu sprawi, iż wkrótce nikogo nie będzie stać na mieszkanie, a ludność przeniesie się do okolicznych lasów. Będą tam żywić się tym, co zdołają upolować lub wygrzebać z ziemi. Laweciarz stanowił namacalny dowód tej ruiny, miał na stanie zaledwie trzy działki budowlane – na jednej postawił warsztat, na drugiej budował hotel, a na trzecią nie miał pomysłu. Na pożegnanie opowiedział jeszcze historię swojego syna, który kupił poleasingowe, dwuletnie BMW.

-         Wiesz pan ile za to auto dał? Aż trudno uwierzyć – 100 tysięcy złotych, tylko 100 tysięcy! To przecież grosze, dosłownie za marne grosze kupił prawie nowe auto!

Tak obrazowo przedstawiona nędza Laweciarza i jego potomstwa wstrząsnęła mną do głębi. Na szczęście w poniedziałek z depresji wyciągnęła mnie informacja, że auto jest naprawione, więc czym prędzej ruszyłem na Słowację.

Na miejsce dotarłem bez dodatkowych przygód, ale pozostały tylko cztery dni jeżdżenia. Trzeba było dobrze je wykorzystać. We wtorek skoro świt pognaliśmy na stok. Słońce, śnieg, adrenalina sprawiły, że w miarę bezboleśnie przełknąłem zakup karnetu za 33 euro. Szczególnie, że cena jest adekwatna do oferty. Byłem na Chopoku sześć lat temu. Zapisał mi się w pamięci, jako przyzwoity, ale nie rewelacyjny ośrodek. Porównywalne można było znaleźć w Czechach i na Słowacji. Teraz to już inna liga. Wreszcie znaleziono remedium na potężne wiatry, które skutecznie unieruchamiały górne wyciągi. Nowa gondola nie boi się nawet podmuchów o silne naszego rodzimego halnego. Obecnie możliwość jeżdżenia po północnych i południowych stokach Chopoka nie jest chwytem marketingowym, a rzeczywistością. Mnogość i różnorodność tras, długie zjazdy, więcej czasu spędza się na stoku niż na wyciągach. Jeżeli czegoś można się przyczepić, to czarnych tras – są trochę za łatwe.

Jeżeli interesują Cię inne wpisy narciarskie, to zapraszam też do doliny Vratnej i Bachledowej Doliny oraz w słowackie Tatry.

Świetne, chociaż mniej znane stacje narciarskie można znaleźć w Czechach – w Karkonoszach Wschodnich oraz Zachodnich, a także w Jesenikach

Kolejne niedogodności wyszły następnego dnia. Na Chopoku rządził wiatr. Oparła mu się nowoczesna kolejka kabinowa, ale co z tego, gdy jej dolna stacja znajduje się w połowie stoku. Docierające do niej wyciągi krzesełkowe zostały unieruchomione. Można było posiłkować się tylko krótkim orczykiem, a potem uciążliwym podejściem w głębokim śniegu. W nagrodę na śmiałków czekał pusty stok i jazda w takt porywów wichury. Poprzedniego dnia tęskniłem za ekstremalną jazdą? To ją dostałem. Życzenia potrafią się zaskakująco szybko spełniać.

Basenova

Warunki narciarskie niezbyt sprzyjające, to może wymoczyć grzeszne cielsko w ciepłych wodach termalnych? Do wyboru Tatralandia i Besenova? Nasz gospodarz oferował zniżkę na Besenovą – trzy godziny uciechy za jedyne 10 euro. Żal nie skorzystać. Kompleks basenów, a właściwie aquapark, oferuje niezliczone atrakcje, co roku pojawia się coś nowego. Pod koniec poprzedniego roku oddano do użytku 35 metrową wieżę widokową. Wdrapywanie się na jej szczyt schodami, co słabszych przyprawia o zadyszkę, ale potem mogą się delektować długą jazdą zjeżdżalniami wodnymi. Jak się znudzi, to do dyspozycji są baseny ciepłe, zimne, położone wewnątrz i na powietrzu, ze sztuczną falą, bąbelkami, masażami wodnymi, czyli tym wszystkim, co człowiek wymyślił, aby zapewnić uciechę zblazowanemu turyście.

Pogoda, jaką przyniósł kolejny poranek, nie napawała optymizmem. Niemrawo szykowaliśmy się do wyjścia. Z powszechną opinią nie zgodziła się tylko moja mama. Autorytarnie stwierdziła, że jest całkiem ładnie i za chwilę na pewno wyjrzy słońce. Po czym chyżo pognała poprzez siąpiącą mżawkę na kilkugodzinną wycieczkę, której ukoronowaniem miało być obejrzenie lokalnej kapliczki. Śladem mamy poczłapał zrezygnowany ojciec, a cała reszta ruszyła tym razem do Rużemboroka. Samo miasto prezentuje urodę godną Mordoru. Z jednej strony przyjezdnych witają długie szeregi brzydkich, jak noc listopadowa bloków, z drugiej ogromna elektrociepłownia zasłaniająca dymem z kominów pół nieba. Natomiast ośrodek narciarski, schowany w kotlinie górskiej robi bardzo przyzwoite wrażenie. Na górę narciarzy wwozi szybka kolejka kabinowa, potem do dyspozycji są już tylko orczyki lub wyjątkowo niemrawo poruszające się krzesło. Trasy szerokie i dobrze utrzymane mimo plusowych temperatur. Niestety, siąpiący nieustannie deszcz odebrał sporo przyjemności z jazdy na nartach. Uwieńczeniem dnia był zjazd do parkingu najdłuższą na Słowacji trasą narciarską (ok. 4 km). Mimo, że oznaczona kolorem niebieskim, to kilka razy musiałem się zatrzymać, by uspokoić oddech i dać odpocząć drżącym nogom.

Vlkolinec

Przed powrotem na kwaterę namówiłem wszystkich na zwiedzanie Vlkolinca. Miejscowość administracyjnie należy do Rużemboroka, ale na szczęście nie ma z nim nic więcej wspólnego. Położona kilkanaście kilometrów na południe, cała zabudowana jest XIX-wiecznymi drewnianymi domami, w których nadal mieszkają ludzie. Nawet w deszczu ten żywy skansen wygląda pięknie. Nic dziwnego, że został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

A ostatniego dnia wróciliśmy na Chopok. I jeździliśmy nad chmurami. Widoki niezapomniane. Nie pamiętam już czy tego dnia więcej czasu poświęciłem na fotografię, czy na jazdę na nartach. Wystarczająco dużo napisałem, resztę niech dopowiedzą zdjęcia

Na Słowacji można spotkać wyjątkowo dużo miłośników skitouringu

Ta kolejka wiatru się nie boi

Na szczycie Chopoka

Jeżeli podoba Ci się to, o czym piszę, zapraszam do polubienia mojego bloga na facebooku. Znajdziesz tam też nowe informacje oraz więcej zdjęć.

Zapraszam :-)

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>