Agroturystyka, różnie z tym bywa…

Przed wyjazdem na rowery też trochę wspomnień. Może nie tak odległych, jak te kajakowe, ale pamiętnych, oj pamiętnych…

Dom wyglądał uroczo. Na zdjęciach w internecie. Wiekowa kuźnia przerobiona na agroturystykę, obok jeszcze starsza chałupa pomenonicka – wydawało się, że miejsce z klimatem… I klimat niewątpliwie występował, nawet grał główną rolę…

Było ciepłe, słoneczne lipcowe popołudnie, gdy dotarliśmy na miejsce. Aneta i Tomek, którzy zjawili się znacznie wcześniej, siedzieli przy stole na podwórzu i nieśpiesznie sączyli piwo. Ich uśmiechy świadczyły o błogim stanie odprężenia, wręcz relaksu. Po prostu sielanka. Wszystkie filmy grozy zaczynają się właśnie w ten sposób…

-          Pościel nie wygląda najczyściej, mam wrażenie, że została po poprzednich gościach… – rzuciła mimochodem Aneta.

Na sielskim wizerunku pojawił się cień. Nie mieliśmy czasu o nim myśleć, gdyż gospodyni uroczyście powiodła mnie i Marysię do zabytkowej, XVIII wiecznej chaty. Na miejscu czekała duża izba, z tradycyjnym szeroki małżeńskim łożem i ścianami udekorowanymi świętymi obrazkami. Gospodyni ściszonym głosem tłumaczyła, że przygotowała niespodziankę, tylko musimy poczekać na przybycie męża. Rozpaliła naszą ciekawość. Wkrótce wspólnie z mężem przydźwigali stojak z porcelanową misą i takim też dzbanem na wodę. Całość wyglądała niezwykle stylowo i zapewne pochodziła z przełomu XIX i XX w. Z przyjemnością takie rzeczy ogląda się w muzeum, ale zażywać kąpieli wolę pod współczesnym prysznicem. Okazało się, że jedyna łazienka jest w sąsiednim budynku i będzie z niej korzystać 9 osób… Nie bardzo potrafiliśmy wykrzesać z siebie entuzjazm. Pewnie dlatego gospodyni nic nie wspomniała o kolejnej niespodziance – czyli różowej pościeli. Może i dobrze, bo Marysia chronicznie nie cierpi różu, a barwa tego, w co obleczona została pościel, bez instrukcji obsługi nie dawała się jednoznacznie określić.

Zostaliśmy sami i mogliśmy podziwiać zabytkowe wnętrza. Czuć było klimat historii. Nie tylko w przenośni. Specyficzna woń przywierała do całego ciała, wnikała we włosy, z każdym dniem wydawała się bardziej intensywna. Na wszelki wypadek ubrania trzymaliśmy w samochodzie. Nie wiem jakim cudem wytrzymaliśmy w chałupie trzy noce. Gdy tylko zwolnił się pokój w drugim budynku, uciekliśmy do niego z pierwszymi promieniami słońca. Ale nie uprzedzajmy biegu wydarzeń.

Reszta grupy została umieszczona w budynku dawnej XVIII wiecznej kuźni. Wnętrza zostały odnowione zaledwie przed kilku laty, więc warstwa kurzu nie zdołała nabrać jeszcze siły, woni i aromatu. Na przestrzeni wystarczającej zaledwie dla trojga ludzi, miało zamieszkać 5 osób. Niewielka kuchnia ulokowana na korytarzu była okupowana przez gości z sąsiedniego pokoju, których główną rozrywką było głośne oglądanie telewizji.

Gospodarz widząc moją nietęgą minę po cichu zaproponował, aby w razie potrzeby korzystać z mieszczącej się na parterze tak zwanej gospodarczej łazienki. Jeszcze niewykończonej, trochę zaniedbanej, ale działającej. Ciężko było ogarnąć wzrokiem, to co tam zobaczyłem. Opisać też niełatwo. Łazienka była doskonałą kwintesencją bałaganu. Wszędzie COŚ leżało. Jedyna wolna przestrzeń, to wąski pasek podłogi wokół sedesu. Całą resztę pokrywało wszystko to, co można sobie wyobrazić i jeszcze kilkadziesiąt rzeczy więcej. Dominowała garderoba wszelkiego asortymentu – spodnie, kapelusze, paski i bezkształtna masa innych niezidentyfikowanych elementów odzienia. Całe rzędy kosmetyków, środków czystości, preparatów ochrony roślin w tubkach, flakonach i butelkach rzędami obejmowało w posiadanie każdy skrawek przestrzeni płaskiej. Wszystkie bez wyjątku napoczęte w mniejszym lub większym stopniu, ulane na opakowanie, jakby ktoś w trakcie użytkowania rozmyślił się odstawił, by nigdy więcej po to nie sięgnąć. Woda z kranu, po każdym umyciu rąk rzeźbiła kaniony w brudzie pokrywającym umywalkę, zanim spłynęła w otchłań rur kanalizacyjnych. Jedynie toaleta nosiła ślady nieczęstego mycia i dało się na niej usiąść, ale tylko będąc przymuszonym nagłą potrzebą.

Warunki były okropne, ale nikt nie śmiał tego stwierdzić na głos, każdy się w jakiś sposób oszukiwał. Do czasu… Do czasu, aż nie przyjechała nasza koleżanka Wiesława.

A Wiesia podróżowała drogą bardziej skomplikowaną niż pozostali. Na dodatek bez mapy i GPS. Do Torunia nawet dobrze jej szło, ale utknęła w Chełmnie, do którego nie wiadomo dlaczego zjechała. Przy okazji pytania o drogę poznała znaczny odsetek ludności tego jakże uroczego miasteczka. Niestety, każda ulica wyprowadzała ją nie poza mury miasta, ale na mieszczący się w centrum rynek. Wreszcie, po dziesiątej próbie, cudem wyrwała się z tego zaklętego kręgu. Jeszcze z rozmachu zwiedziła kilka położonych poza trasą wsi, by przed zmrokiem dotrzeć na miejsce.

Po zdawkowych powitaniach Wiesia pobiegła do pokoju, by zanieść bagaże. Coś długo nie wracała. Trzeba było sprawdzić, co się dzieje. Zastaliśmy naszą koleżanką z zapamiętaniem szorującą niewielki marmurowy stolik. Bezskutecznie. Widząc nas wszystkich w progu, złapała ów mebel i rozgarniając gęsto ustawione łóżka, niczym Mojżesz fale Morza Czerwonego, przeniosła stolik na środek pomieszczenia.

-          Musimy porozmawiać o tym miejscu!

Oczy jej ciskały błyskawice, podbródek trzymała wojowniczo wysunięty, zaciśniętymi w pięści dłońmi podpierała się pod boki. Groźny ten widok nie trwał wiecznie. Szybko zasłonięty został przez obłok kurzu wydobywający się z obrusika opadającego na ziemię. Gdy już ponownie mogliśmy widzieć się wszyscy nawzajem, odbyła się rozmowa. Zasadnicza rozmowa.

-          To miejsce jest poniżej krytyki – zaczęła Wiesia

-          Tak, tak – potwierdziły dziewczyny.

W tym momencie nastąpiła kolejna przerwa, albowiem Wiesława ponownie zniknęła. Tym razem nie w tumanach kurzu, ale z powodu zapadnięcia się łóżka.

-          Nie przejmuj się – pospieszył z dobrą radą Tomek – Nic się nie stało, po prostu łóżko było źle rozłożone, wcale nie jesteś taka gru…

Wiesława nie słuchała. Podniosła się z podłogi i stanęła w pozie, którą sam Zeus Gromowładny ćwiczył latami, ale jeszcze nie doszedł do takiego mistrzostwa.

-          To jest jedna z przyczyn! – oznajmiła Wiesława i usiadła, nadal nic nie tracąc z boskiego gniewu.

-          Pięć łóżek, w pokoju co najwyżej dwuosobowym, nawet tutaj nie ma pięciu krzeseł?! Brudno! Jedna łazienka na dziewięć osób i za to wszystko taka wysoka cena?! O nie, nie, nie! Może gdyby pani zeszła z kosztów, to jeszcze można by tutaj zostać, ale za te pieniądze? W żadnym razie!

-          To co mamy robić?

-          Nie wiem, musimy zadecydować, ale ona po prostu nasz oszukała! A co robią ci tam w kuchni? Przecież widzą, że przyjechaliśmy. To się należy trochę odsunąć, zrobić miejsce, a nie rozwalonym na krzesłach oglądać telewizję. Co za brak kultury! Jaki brak wychowania! Ja na pewno bym tak nie postąpiła. Nie tylko bym szybciutko wyszła z kuchni, ale przed tem przygotowała im herbaty, kawy, i zrobiła kanapki, nawet ciasto bym upiekła, widząc ludzi, którzy zmęczeni przyjechali na kwaterę! A oni siedzą rozwaleni i oglądają telewizję!

-          Wiesia, spokojnie, tu wszystko słychać!

Te słowa podziałały na Wiesławę trochę uspokajająco. Ciut ściszyła głos, jednak radykalizm w niej ciągle palił się żywym płomieniem. Już wyciągała telefon, aby dzwonić i szukać innych kwater, gdy wtrącił się Tomek.

-          Wiesia, poczekajmy z tym do rana, zostańmy na miejscu jedną noc, jest późno – tłumaczył – odłóżmy decyzję do jutra.

Wiesia niechętnie, ale ustąpiła. Gdy po naradzie wyszliśmy z pokoju, wszyscy jakoś dziwnie nas unikali. Goście z sąsiedniego pokoju wyłączyli telewizor i trwożnie zabarykadowali się w swoim pokoju. Tego dnia już nie wyszli  nawet do łazienki.

A gdy obudziło nas poranne słońce, spojrzeliśmy na świat w innym nastroju. Brud i ciasnota zrobiły się mniej zauważalne. Nie chcieliśmy już uciekać. Gospodyni bez szemrania zgodziła się na obniżkę, ale później chyba się nas bała. Najpierw na dwa dni gdzieś wyjechała, a potem kontaktowała się tylko za pośrednictwem sms-ów.

Zakwaterowanie w dziwnej agroturystyce potraktowaliśmy jako przygodę, niezapomnianą przygodę. Pod koniec pobytu podjąłem nawet nieśmiałą próbę znalezienia jakichś pozytywów w gospodarstwie:

-          Musicie przyznać, że łazienka jest co prawda jedna, za to naprawdę czysta.

-          Tak, tak, oczywiście! – prychnęła Wiesia – Co prawda nasi znajomi pozostaną przez kilka dni na toksykologii, ale łazienka nie jest tak brudna, nie, nie!

Na jej nieprzejdnanie sarkastyczne nastawienie niewątpliwie wpłynęła kolejna, piąta już próba doczyszczenia ceraty na przydomowym stoliku. Tak samo bezowocna, jak i wszystkie poprzednie.

Nie tylko nocowanie w agroturystyce niesie ze sobą niespodzianki, jeszcze ciekawiej potrafi być w schroniskach…

21 myśli nt. „Agroturystyka, różnie z tym bywa…

  1. ~NOSTRADAMUS

    Ależ to obleśne. Trochę więcej szacunku do samego siebie. Jak można w takim szambie spędzić 3 doby ? Rozumiem, że człowiek z racji późnej godziny i zmęczenia zostaje na 1 noc, ale rano się wynosi z takiego syfu.

    Odpowiedz
  2. ~Amaretto

    Można czasem się mocno rozczarować agroturystyką. Rok temu trafiłam na taką, gdzie zamiast stawu – łowiska wędkarskiego była sadzawka 3×3 metry, a zamiast zarezerwowanych pokoi 2 osobowych (jechaliśmy grupowo) na parterze dostaliśmy 2 trójki i czwórkę z dostawką na piętrze; piętro było kiepskie dla kilku niepełnosprawnych osób z naszego grona. Po awanturze zostaliśmy na zarezerwowany weekend, w końcu nasze reklamacje były zasadne, za to gospodyni dawała nam darmowe obiady.

    Odpowiedz
  3. ~Wtf

    Ja ostatnio byłem z żoną i dzieckiem w ośrodku wędkarskim. Jest tam wychodek, a myć się można było w rzece bądź w misce. Co prawda miejsce było zadbane, czyściutkie itd. Był to najlepszy urlop jaki spędziliśmy! Coś odmiennego. Nie rozumiem płaczu z powodu braku łazienki. Ą ę to się dowiaduje przed wyjazdem czy coś z tych rzeczy będzie, a nie kręci się nosem na miejscu. Zresztą jak się czyta zabytkowa kuźnia z XVII wieku to samo na myśl przechodzi iż w taki miejscu będzie jedynie miska.

    Odpowiedz
  4. ~z

    Ludzie przecież to bujda nie mówię że jest idealnie ale to co opisują to bzdura tumany kurzu ścieżka do kibelka w głowie się nie mieści jaką bujną wyobraźnię ma autor tego artykułu.Mam wrażenie że nie ma już o czym pisać.Przecież info o tym miejscu skądś musiał wziąć.Pytanie skąd jeżeli z folderu to jak znam życie nie siedziałby tam trzy dni jeśli ktoś polecił to znal miejsce i zrobił mu psikusa albo go nie lubi.Inna rzecz że takie miejsce długo się nie utrzyma w branży zła fama pójdzie i klienta brak a tu piszą że kilka lat temu było odnawiane czyli miejsce funkcjonuje od dłuższego czasu coś tu to wszystko kupy się nie trzyma.

    Odpowiedz
  5. Jagna

    To się zdarza nie tylko w agroturystyce. Ja podobną sytuację miałam w hotelu w Paryżu. Pościel nie zmieniana chyba miesiącami, całe pęki włosów pod prysznicem, ogólny bród i rozpacz. Pomimo obrzydzenia zostałam jedną noc – tylko ze względu na późną porę i zmęczenie podróżą. Wymeldowałam się o poranku.

    Odpowiedz
    1. hegemon Autor wpisu

      To prawda, że nie tylko w agroturystyce. Tylko agroturystyka jest większą loterią. Ale właśnie ze względu na tę niewiadomą lubię agroturystykę :-)

      Odpowiedz
  6. ~Dafija

    Jestem z Chełmna:) tam wszystkie drogi albo prowadzą na rynek, albo jest z górki-pod-górkę.. Mimo wszystko polecam zwiedzić to małe miasteczko, ponieważ posiada miejsca warte odwiedzenia oraz klimat małego miasteczka. Blisko jest też stąd do Torunia czy Bydgoszczy :) teraz, gdy już w Chełmnie nie mieszkam, lubię tam od czasu do czasu pojechać, by uciec od pośpiechu wielkiego miasta. Pozdrawiam :)

    Odpowiedz
  7. ~Blondynka z Krainy Teczy

    No ludzie – toż to pytać trzeba – jest łazienka? Tak, nie? Jeśli tak to w tym samym budynku, czy tylko dla nas etc.
    Co jeszcze jest – nawet o radio, lodówkę, czy telewizor trzeba się dopytać.
    I wtedy będzie wiadomo… Chyba, ze mamy do czynienia z bardzo „kreatywnym” gospodarzem.

    Odpowiedz
  8. ~Anna

    Dobrze, że była z wami Wiesia, bo przecież dalibyście się pożreć żywcem gospodarzom i ich „nawykom higienicznym”, i nic byście z tym sami nie zrobili.

    PS: Niemożliwość dodania komentarza bez wpisywania swoich adresów jest bez sensu, szczególnie gdy ktoś tego nie ma bo na przykład nie używa adresu innego poza służbowym.

    Odpowiedz
    1. hegemon Autor wpisu

      Wiesia jest tutaj naprawdę główną bohaterką :-). Na pozostałych zadziałało zbytnie „wychowanie do grzeczności” – w domu i w szkole.

      Odpowiedz
  9. ~lui

    uśmiałam się, ale przypomniał mi się mój pobyt ileś tam lat temu na Mazurach.Było pięknie,nastrojowo,czytanie książki na głos wygrzewajac ciało w jesiennych promieniach słońca,poszukiwanie grzybów,bitwy kasztanowej,spacerów i jeszcze raz długich spacerów aby zaprzyjaźnieni Angole poznali piękno naszej ojczyzny,było to jeszcze w wieku XX co prawda i trudno było wytłumaczyć dlaczego pościel jest szara,łazienka jedna i w pernametnym remoncie,oraz dlaczego koty lubią załatwiać swoje potrzeby do łóżek.
    Jak widzisz czytam i czytam,nie komentuje jeszcze ale te spływy kajakowe,wyprawy na narty,poruszyłes wspomnienia:-)

    Odpowiedz
    1. hegemon Autor wpisu

      W końcówce XX wieku, to jeszcze można było wiele niedociągnięć tolerować, ale mnie zawsze drażnił ten brak łazienek :( Ale teraz, kiedy mamy już 25 lat po przemianach, to jest swego rodzaju ewenement. Cóż, z drugiej strony, gdy jest trudno, gdy brakuje wygód wszelakich, gdy nie jest tak, jak zawsze, to wtedy pojawia się przygoda. I w gruncie rzeczy, ten wyjazd był przygodą oraz nauką, jak nie wynajmować kwater :-)
      Serdecznie zapraszam do czytania i komentowania też. Nic nie cieszy tak autora, jak świadomość, że ktokolwiek go czyta :-)

      Odpowiedz
  10. ~oto ja

    Czytałam z coraz większym zaciekawieniem i wniosek nasuwa mi się następujący – trafiło Wam się agro – all inclusive w rodzimym wydaniu ;)

    Odpowiedz
  11. ~Babownia

    No tak :) drażliwy temat czyli łazienka :) niestety ja też bez łazienki marnie funkcjonuję :D taka ze mnie grymaśnica, bo lubię wiedzieć z jakiego kibelka korzystam i niestety to musi być czysty kibelek :D

    Odpowiedz
    1. hegemon Autor wpisu

      Jestem facetem, więc mnie łatwiej dać sobie radę z gorszym sortem łazienek. Poza tym pamiętam jeszcze z dzieciństwa te drewniane kibelki, które były jedynymi dostępnymi toaletami… Uodporniłem się :-)

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>