Spotkani na stoku narciarskim. Część 2

Zima z pewną nieśmiałością zagościła w Polsce. Pogoda narciarska w górach, to i tematy narciarskie na blogu. Nie tylko towarzystwo znajomych ubarwia pobyt w górach (o czym pisałem w części pierwszej), czasami mogą się do tego przyczynić zupełnie obcy ludzie spotkani na stoku. Dzisiaj druga część, której bohaterami będą dwie sympatyczne koleżanki oraz tylko jeden, ale za to potężnej postury instruktor.

Przy okazji zapraszam do polubienia bloga na Facebooku :-)

Jazda odważna, jazda rozważna

Dorota i Monika posiadały jednakowe umiejętności narciarskie, jednak na stoku zachowywały się diametralnie różnie. Decydował temperament.

Dorota, spontaniczna z natury, najpierw działała, potem myślała. Tylko to potem, nie zawsze miało miejsce. Na nartach również. Nie kalkulowała ryzyka, obierała kierunek i jechała. Jej upadki zawsze były efektowne, na szczęście niegroźne. Tak też było i tym razem. Nie zważając na oblodzony stok i szybkie tempo, pognała za najlepiej jeżdżącym w grupie Tomusiem. On elegancko skręcił do kolejki do wyciągu, ona widowiskowo wyleciała za skarpę śniegu lotem, którego mógłby pozazdrościć jej Adam Małysz w swoich najlepszych latach. Kiedy pozostali dotarli na miejsce, mieli wyjątkową okazję dostrzec niespotykane zjawisko – niewielka lawina śnieżna zamiast w dół, przemieszczała się szybko w górę stoku. Gdy zatrzymała się na wysokości kolejki, odezwała się wesolutko: „Hej chłopaki, jedziemy jeszcze raz!”. Naszła mnie wówczas taka refleksja, że Dorota i lawina, to ten sam rodzaj niepohamowanego żywiołu, tylko Dorota ma zdolność poruszania się we wszystkich kierunkach.

Natomiast styl jazdy Moniki był całkowicie odmienny. Nigdy niczego nie robiła pochopnie. W dół stoku ruszała po dogłębnej analizie trajektorii jazdy. Zawsze dokładnie sprawdzała czy nie znajdzie się na kursie kolizyjnym z kimkolwiek. Na wszelki wypadek starała się przepuścić starszego pana z prawej i leciwą panią z lewej, a także dwoje dzieci stojących trochę powyżej. Dopiero gdy przestrzeń przed nią była idealnie pusta, przejeżdżała kawałek, zatrzymywała się i rozpoczynała całą procedurę od nowa. Przepuściła wpierw grupę młodzieży szkolnej w okresie pokwitania oraz dwie nauczycielki w okresie przekwitania, następnie popatrzyła się na czteroosobową rodzinę stojącą obok:

-         Państwo jadą? – zapytała grzecznie

Państwo odjechali.

-         A pani jedzie? – zwróciła się do kolejnej osoby z pytaniem Monika

-         Tak, tak już jadę – odparła ochoczo pani.

-         A pan? – zwróciła się do faceta , który spokojnie siusiał pod drzewkiem

Facet najpierw się zaczerwienił, a potem odparł rezolutnie:

-         Tak, ale czy mogę najpierw skończyć, bo jeszcze trochę mi zostało!

-         Proszę bardzo – odpowiedziała łaskawie Monisia i ruszyła, gdyż nikt więcej w zasięgu jej wzroku się nie pojawił.

Ludzie na stoku_02

Instruktor

Zbyt często nie korzystałem ze wsparcia instruktorów narciarskich. Najbardziej zapadł mi w pamięć trener z czasów studenckich. Miał zwyczaj ustawiania kursantów w równym szeregu, zanim udzielił im szczegółowych instrukcji:

- Pamiętajcie, jedziemy w dół i mocno kręcimy!

Ruszał pierwszy prezentując wręcz nienaganny styl jazdy. Widocznie praktyka z umiejętnością przekazania teorii, nie zawsze idzie w parze. Częściej jednak niż na praktyków, można natknąć się na teoretyków.

Instruktora teoretyka doskonałego spotkałem dobre dziesięć lat później. Był słyszalny i widzialny z daleka. Zwalisty chłop, któremu owa zwalistość manifestowała się najpełniej w okolicach pasa. Stał oparty o barierkę tarasu schroniska i pochłaniał kolejny kufel piwa. W przerwie pomiędzy potężnymi haustami darł się w kierunku pobliskiego stoku:

- Magda, ugnij, nogi, nogi, mówię przecież, to nie mają być kołki od płotu!!!

- Zenek, no wychyl się mocniej do przodu, nie do tyłu, mówię, do przodu!!

Nie wiem czy podopieczni instruktora cokolwiek słyszeli, chociaż chłop miał głos proporcjonalny do masy ciała. Natomiast wszyscy bez wyjątku jeździli dobrze lub bardzo dobrze. Z niecierpliwością czekałem na moment, gdy Instruktor oderwie się od barierki oraz kufla i da popis własnych umiejętności. Jeżeli ma takich „kursantów”, to sam zapewne jeździ niemalże bosko. Musiałem się wykazać dużą dozą cierpliwością, albowiem rzeczony Instruktor był wyznawcą idei, że narciarstwo nie składa się z samego jeżdżenia, a nawet, że inne przyjemności są ważniejsze. Wreszcie stało się. Pod koniec dnia spotkałem Instruktora na nartach i na stoku. Ciężko wsparty na kijkach wyraźnie dodawał otuchy zjeżdżającemu chłopakowi:

- Niżej , schodź niżej, noż mówiłem, niżej!!!

Chłopak pojechał bezbłędnie. Instruktor oświecił jeszcze parę osób, co do prezentowanego przez nie stylu jazdy, nim zdecydował się dać pokaz własnych umiejętności. Już na pierwszej muldzie mistrzowsko zademonstrował ewolucję popularnie zwaną w podręcznikach narciarstwa „ryjem płużnym”. Kilkukrotnie wykonał prawie pełen szpagat cudem łącząc nogi bez interwencji chirurga. Narty zjeżdżały i rozjeżdżały mu się, jakby ich właściciela dopadł atak epilepsji, natomiast ręce fruwały niczym skrzydła wiatraka w trakcie przejścia orkanu. Na finiszu wreszcie uległ sile grawitacji niwelując stok precyzyjniej od najdoskonalszego ratraka. Spektakularne katastrofy w filmach animowanych nie dorównują efektom, jakie miałem przyjemność oglądać, obserwując przejazd Instruktora.

Po tym wypadku Instruktor wrócił do swojej barierki i kufelka, natomiast nic nie stracił z zapału do głośnego komentowania popisów podopiecznych.

 

24 myśli nt. „Spotkani na stoku narciarskim. Część 2

  1. ~Małgorzatka

    Hahahaaa…. to ja chyba taki trochę „dorotowy” typ jestem – i na stoku, i w życiu. Jeżdżę na nartach kiepsko, ale za to szybko i wesoło. I też, przez swoje roztrzepanie, nieraz zaliczyłam dość spektakularne upadki… I w życiu też czasem najpierw robię, a potem dopiero myślę. Niestety.

    Ale teraz, jako mama dwojga dzieci, muszę chyba się przymusić do większej ilości rozsądku, ostrożności i strategicznego myślenia. Również na stoku!

    Pozdrawiam!

    1. hegemon Autor wpisu

      A myślisz, że da się przymusić do „większej ilości rozsądku, ostrożności i strategicznego myślenia”? Lepiej pozostać sobą, z pewną dozą szaleństwa, nawet jak jest się matką dwojga dzieci :-)

  2. ~Posikałem się ze śmiechu

    HEGEMON!!!!!! Zbierz wszystkie opowieści narciarskie, wydaj drukiem – sukces Twój, pobije „Lesia” Chmielewskiej. Wielkie dzieki za super zabawę!!!!!!!!!!!

  3. ~Biologiusz

    Nie to, bym się czepiał flory ale jeśli już sikał to pod świerkiem lub jodłą, na górskich stokach sosny nie wegetują, nie to piętro.

    1. hegemon Autor wpisu

      Po pierwsze – zgadzam się z sugestią i drzewo zmienię. Po drugie – warto wykazać trochę cierpliwości i poczekać na moderację komentarza.

  4. ~kane

    hegemon spisz to wszystko i wydaj książkę kupuję maila już masz chłopie masz talent, naprawdę czekam :-)

  5. ~polkrisss

    Rozbawiłem się tym tekstem. Jeżdżę na nartach od kilku lat, raczej dobrze i rozsądnie. Niejednokrotnie widziałem szaleńców na stoku, którzy myśli starali się zbierać dopiero na dole stoku.

  6. ~elpis

    Jak zawsze sens jest po środku. Jazda jednej to szaleństwo i musi się skończyć na wyciągu … ortopedycznym. jazda drugiej to nuda, nie po to się jedzie 300 i więcej km żeby wszystkich przepuścić i 2 km jechać przez 15 minut a zatrzymywanie się co 100 m to narażanie innych i siebie na kolizje … ma niewiele wspólnego z rozwagą i rozsądkiem …

    1. hegemon Autor wpisu

      Oczywiście skrajności nie są dobre, ale tłumaczenie nie odnosiło żadnego skutku, pozostała tylko obserwacja.

  7. ~Asia

    Witam-świetnie napisane,ubawiłam się setnie!!! I nabrałam ochoty na naukę jazdy na nartach.Choć to byłby pewnie komediodramat w kilku aktach biorąc pod uwagę próby na rolkach.Pozdrawiam

    1. hegemon Autor wpisu

      Cieszę się, że się podobało :-). A narty to piękny sport i nie należy się zniechęcać na początku, naprawdę bardzo niewiele osób nie jest w stanie się nauczyć. Tylko na początku trzeba skorzystać z pomocy zawodowego instruktora. Jak nauczycielami są znajomi lub rodzina, to często kończy się zniechęceniem i kłótnią.

  8. ~nieblogująca

    Piękny, cudowny sport, nawet dla takich w wieku przekwitania:))) Cobyśmy za szybko nie zdziadzieli:((( A swoją drogą, każdy zjeżdżać może… trochę lepiej lub trochę gorzej:)))

    1. hegemon Autor wpisu

      Nartami należy się cieszyć póki tylko siły i zdrowie na to pozwalają, bo to, jak napisałaś, jest naprawdę piękny sport :-)

  9. ~aneta

    Mój pierwszy dzień nauki jazdy na nartach był fajny,drugi zakończył się szpagatem,w trzecim bałam się jeździć.
    Następne to jazda rozsądna,z omijaniem szaleńców,z niezbyt stromych pagórków.

  10. ~aneta

    Rzuciłam,niestety,pogoda nie sprzyja i boję się jazdy na nowych nartach.Chyba muszę się skonsultować z psychologiem,co budzi moje obawy.

    1. hegemon Autor wpisu

      Zima narciarzy w tym roku nie rozpieszcza, to prawda. A do przełamania obaw przed nartami może bardzie przydatny okazać się instruktor narciarski, dobry instruktor. Znajomi, którzy korzystali z pomocy instruktora zazwyczaj szybciej się uczyli jeździć i mniej się bali

  11. ~aneta

    Tez korzystałam z pomocy instruktora,ale chyba nie o to chodzi,nie o technikę jazdy.

    1. hegemon Autor wpisu

      W takim razie psycholog będzie dobrym rozwiązaniem. A może wybór takiego stoku, takiego miejsca, na którym będziesz się czuła bezpiecznie? Szkoda by było porzucić jazdę na nartach…

      1. ~aneta

        Tez tak uważam,stok łagodny,bez przeszkód,bo i tak ludzie je stwarzają,miejsce,każde,gdzie taki stok jest,chyba,że nazwa mi nie będzie odpowiadała,z przyczyn określonych i nieokreślonych,no i szkoda by było odejmować sobie umiejętności nabytych.
        A znasz jakiegoś instruktora dobrego?

        1. hegemon Autor wpisu

          Już dawno nie jeździłem z żadnym instruktorem, ciężko mi kogokolwiek polecić. Natomiast znajomi korzystali usług instruktorów bezpośrednio przy wyciągach, ale to było albo w Czechach, albo na Słowacji…

Możliwość komentowania jest wyłączona.