Dzwonię i dzwonię do Ciebie, czyli relacja mamy z podróży

Czerwona lampka pulsowała rytmicznie. Nietrudno było ją zauważyć wchodząc do pustego i ciemnego mieszkania. Wiedziałem kto się nagrał. Odruchowo uruchomiłem klawisz odtwarzania:

Hegemonie, dzwonię i dzwonię do ciebie, ale nie mogę cię zastać. Próbowałam dzwonić wczoraj, ale ciebie nie było, dzwonię dzisiaj i też ciebie nie ma. Mam do ciebie kilka ważnych spraw, więc zadzwoń jak wrócisz. Będę siedziała w domu, tak gdzieś od godziny osiemnastej i czekała na telefon od cioci Hani. Ma dzwonić w bardzo ważnej sprawie, więc będę na tę wiadomość czekała. To na razie. Aha, dzwoniłam do ciebie również przedwczoraj i też ciebie nie było. Do widzenia.

Mama zawsze nagrywała się na sekretarkę automatyczną, jakby rozmawiała z żywym człowiekiem. Mówiła długo, wyraźnie i o wszystkim, tylko nie o tym, co naprawdę istotne. Sekretarka automatyczna, telefon stacjonarny? Tak, to działo się dość dawno, od lat nie posiadam ani jednego, ani drugiego urządzenia. Był rok 1999…

Czytaj dalej na nowym blogu… 

32 myśli nt. „Dzwonię i dzwonię do Ciebie, czyli relacja mamy z podróży

  1. Dziewczyna z Tatuażem..

    Umarłam….
    Witaj w Nowym Roku Hegemonie!
    Twoja mamusia jest naprawdę pozytywną zakręconą osobą :D
    Ma w sobie dużo uroku i ciepła :D
    Ale takie przygody z autobusem… i mi się zdarzały :D

    Na szczęście nie jestem gadułą telefoniczną-wręcz boję się rozmów przez to urządzenie :D

    Karolka :)

    1. hegemon Autor wpisu

      Witaj również w Nowym Roku :-) Cieszę się z pierwszego komentarza :-)
      Moja mama jest na pewno zakręconą osobą, ale czy pozytywnie, to zależy, jak często trzeba z nią przebywać :-)
      A z rozmowami telefonicznymi mamy podobnie – jak muszę gdzieś zadzwonić, to jestem chory i odkładam taką rozmowę czasami na długo :-)

      1. ~Karolka

        wiesz.. jeżeli kogoś znam to pół biedy ale jakieś sprawy urzędowe albo nowi znajomi… brrr… mam dreszcze :D

        1. hegemon Autor wpisu

          Znam to bardzo dobrze i cały czas wymyślam nowe sposoby, aby się jakoś przełamać, lecz żaden w pełni nie skutkuje… Więc, jak mogę odłozyć telefonowanie, to odkładam :-)

    2. ~Caffe

      Oj, przypomniałeś mi mój wyjazd z młodszą siostrą do babci na wieś. Jeździłam tam sama wiele razy, zawsze sama znajdowałam stanowisko, autobus, a potem docierałam do celu. Tamtego razu, na dworzec odprowadziła nas ciocia. To ona wsadziła nas do autobusu i kupiła bilety. Stało się dokładnie tak jak w historii Twoich rodziców, z tym że ja wylądowałam z małą siostrą w zupełnie obcym mieście! Zimą! Na szczęście kiedyś nastolatki nie traciły głowy i zimnej krwi. Poszukałam informacji, kupiłam nowe bilety. Połączenie było, bo wtedy autobusy były często wybieranym środkiem lokomocji. Jedynie do babci dotarłyśmy dobre kilka godzin później. :)

      1. hegemon Autor wpisu

        Miałyście wiele szczęścia, że działo się to w czasach, gdy jeszcze jeździły autobusy. Teraz takie wydarzenie mogłoby się okazać bardziej tragiczne w skutkach. A to, że moi rodzice trafili akurat na autobus, który robił pętlę wokół miasta, uznaję za cud lub magię. Trochę się w życiu najeździłem autobusami, ale jeszcze nie trafiłem na taki, który by miał w ten sposób wyznaczony kurs…

  2. ~Pani S.

    5 minut temu napisałam na blogu, że bardzo lubię opowieści o Twoich rodzicach i jestem ich fanką, wchodzę tutaj i… :D Rzeczywiście szczęście, że autobus wrócił do punktu wyjścia, bo inaczej byłby problem. Mnie się kiedyś zdarzyło wsiąść do niewłaściwego pociągu, ale na szczęście zorientowałam się, zanim ruszył. Biorąc pod uwagę, że jechałam do Nysy, a pociąg do Łodzi, miałabym problem. :)

    1. hegemon Autor wpisu

      Zdaje się, że oboje bazujemy na opowieściach rodzinnych :-) Swoją drogą jest to bardzo wdzięczny temat. A do niewłaściwych pociągów też mi się zdarzało wsiadać, ale na szczęście zawsze orientowałem się przed odjazdem :-)

  3. ~chomikowa

    Samiec Alfa, powiadasz…? Lubisz gościa, to się da wyczuć :D
    Uwielbiam Twoja mamusię- to idealna postac do opisywania :D ale na pewno nie do współżycia ;) Nie wiem jak tatuś dał z Nią radę, ale to już chyba pisałam kiedyś ;)
    Zdjęcia jak zawsze piękne… Czekam na jakąś konkretną pogodę, to też bym pomaszerowała na spacer z aparatem…

    1. hegemon Autor wpisu

      Tata daje radę, on chyba musi mieć kogoś tak zwariowanego, ponieważ sam jest bardzo poukładany :-)
      A na zdjęcia pogoda jest zawsze dobra. Nie wiem jak u Ciebie, ale u mnie za oknem sypie śnieg, wiec jutro z rana tematy fotograficzne powinny same się pojawić :-)

      1. ~chomikowa

        Coś sypało i już właśnie pomyślałam o zdjęciach, ale już przestało ;P

        1. hegemon Autor wpisu

          Właśnie, kompletnie przestało i rośnie temperatura :( Myślałem, że będą pierwsze nart w tym roku, a tu… nici

          1. ~chomikowa

            Podobno nad morzem i w górach jest dużo śniegu ;) na narty więc ewentualnie tam ;) No i włoskie Alpy ;P

          2. hegemon Autor wpisu

            Nie wątpię, że włoskie Alpy jak najbardziej, zapewne francuskie i austriackie też mają na stanie pewne ilości śniegu :-) Ale ja chce u siebie, w Łagiewnikach, w lesie…

          3. ~chomikowa

            A jak się przedstawia sytuacja na Gorze Kamieńsk…? Bo w Łagiewnikach szybciej chyba o niedźwiedzia, niż o śnieg ;)

          4. hegemon Autor wpisu

            Na Górze Kamieńsk mają armatki i jak jest poniżej zera, to spokojnie wszystko naśnieżą. A w lesie Łagiewnickim spotkać niedźwiedzia, hmm. Wiesz, jakbym przeżył, to miałbym temat na wpis, czyż nie? :-) Na razie największy zwierz spotkany w tym lesie, to dzik, ale zanim wyjąłem aparat, to uciekł…

  4. ~frytka

    Twoja mama jest the best, czasami sama chciałabym umieć tak „zatruwać” komuś życie … :)
    w zamierzchłych czasach, kiedy jeździłam do, ówczas wojewódzkiego, miasta do szkoły, musiałam korzystać tam z miejskiej komunikacji… szkoła znajdowała się na końcowym przystanku autobusu nr 8 … wsiadłam jak zwykle, a przynajmniej tak mi się wydawało, i pojechałam… jakież było moje zdziwienie, gdy na miejscu, zamiast miasta i szkoły, moim oczom ukazały się jakieś chałupiny i krzaki… jedno się zgadzało, był to końcowy przystanek, tyle że „z drugiej strony”… udając, że nic się nie stało, i że wszystko było zaplanowane, znosząc dzielnie zdziwiony wzrok kierowcy, odbyłam podróż w drugą, właściwą, stronę… :)
    najlepszego w nowym roku ..

    1. hegemon Autor wpisu

      Już teraz rozumiem dlaczego tak lubisz moją mamę :-) Widzę, że są podobieństwa. Ta podróż autobusowa w drugą stronę, no, no :-)
      Ronież wszystkiego najlepszego :-)

  5. nemezis

    Wiesz Hegemonie….tak sobie myślę, że bardzo odczujesz brak mamy, kiedy w końcu jej zabraknie.
    I wtedy poczujesz ciepło w sercu na myśl, że nagrywała Ci się na automatyczną sekretarkę ;)

    1. hegemon Autor wpisu

      Zdaję sobie sprawę z przemijania i też się tego obawiam… Może dlatego tak często piszę o mojej mamie? W jakiś sposób zapewniam jej nieśmiertelność…

  6. ~Małgorzatka

    Hhahhahaaaa… boskie! Boskie opowiadanie i te zdjęcia… ach!

    Twoja mama jest konsekwentnie komunikatywna :-). A tylko w Polsce mogło się zdarzyć, że autobus (w sumie chyba dalekobieżny?) jedzie z Wielunia do Wielunia :-D

    Dobrej nocy!

    1. hegemon Autor wpisu

      Ten autobus naprawdę wtedy mnie zaskoczył- bo jaki jest sens puszczania PKS z miasta do miasta? A może moja mama ma taką siłę magiczną, że udało jej się wyczarować ten powrót do Wielunia? W każdym razie taka przygoda, to tylko moim rodzicom mogła się trafić. Ja bym wylądował na jakimś zadupiu bez szans na powrót…
      Dobrej nocy, również :-)

  7. ~Eve Daff

    Bardzo plastyczna opowieść, a matula to sama radość w czystej postaci :) chociaż, pewnie na dłuższą metę męcząca w pożyciu ;) Zdjęcia piękne :)

    1. hegemon Autor wpisu

      Na dłuższą metę moja mama, jest osobą niełatwą, natomiast jej życie dostarcza mi tyle tematów do opowieści :-)

  8. ~Melisandre

    Magiczne zdjęcia :-) . Dużo rozmawiam przez telefon w pracy, więc w czasie wolnym raczej tego unikam i naprawdę cierpię, kiedy ktoś się rozgada… No ale co zrobić, rodziny się nie wybiera ;-) . Pozdrawiam.

    1. hegemon Autor wpisu

      Cieszę się, że Ci się zdjęcia podobają :-) Ja ani w pracy, ani w prywatnych kontaktach nie bardzo lubię używać telefonu, natomiast normę za wszystkich wyrabia moja mama. Taki już jej urok :-) Pozdrawiam :-)

    1. hegemon Autor wpisu

      Widzisz, moja mama, to instytucja, dzięki jej niekonwencjonalnemu podejściu do życia ten blog istnieje :-) I dzięki moim notatkom prowadzonym od wielu lat…

  9. ~Calluna

    Wynika z tego, że jesteśmy podobni, bo mnie dość często przytrafiają się takie przygody. Jeśli chodzi o temperaturę, to co prawda 10 stopni może za mało, ale 15 to akurat w sam raz. W domu ja zakręcam grzejniki , moi domownicy odkręcają i tak w kółko. Bardzo mi się podobają twoi rodzice, jestem pod ich urokiem.

    1. hegemon Autor wpisu

      Jest podobieństwo, masz rację. W czasach, gdy Wigilia była świętowana u moich rodziców – mama przykręcała ogrzewanie prawie do minimum, a moja średnia siostra po cichu przekradała się do kuchni i ustawiała ogrzewanie na maksimum. Po pół godzinie mama krzyczała „jaka duchota panuje w tym mieszkaniu” i biegła do kuchni, aby zmniejszyć ogrzewanie. Z ciekawości sprawdziłem, jaka to temperatura oznacza tę „duchotę” i wyszło, że 18 stopni :-)

  10. ~ikroopka

    Gdybym chciała napisać uczciwy komentarz, to, obawiam sie, byłby dłuższy od twojego wpisu:)
    Mam mamę i wiem, co mówię;(
    Więc nie będe;)
    Ale, ale, wiesz, ze moja mama poznaje, kiedy ja dzwonię?
    Nie, nie po wyświetlaczu, niedowidzi, ona poznaje po – dzwonku telefonu!

    1. hegemon Autor wpisu

      To znaczy, że nie tylko ja mam oryginalną matkę :-) Poznawać po dzwonku telefonu kto dzwoni, to już jest jednak wyższa szkoła jazdy

Możliwość komentowania jest wyłączona.