Podróż do Paryża, czyli jak zagwarantować sobie niecodzienną przygodę

Gdy dwóch dobrze zbudowanych panów, w sposób uprzejmy, acz stanowczy, zaprosiło mamę na rozmowę, wiedziałem, że będą kłopoty. Na szczęście to nie osoba mamy zaniepokoiła obsługę lotniska, lecz laska, na której moja rodzicielka wspierała się przez całą podróż. Konkretnie służby zainteresowały się metalowym mechanizmem umożliwiającym regulowanie wysokości laski. Zwrotu „umożliwiającym regulowanie” należało użyć w czasie przeszłym, a właściwie archaicznym. Przez pół godziny specjaliści od terroryzmu usiłowali dobrać się do wnętrza laski, jednakże ta twardo strzegła swoich tajemnic. Wreszcie zniechęceni machnęli ręką i puścili mamę wraz z laską wolno. Przypuszczałem, że wyjazd z rodzicami do Paryża będzie obfitował w przygody, nie spodziewałem się, że zaczną się już w hali odlotów.Notre Dame03

Czytaj dalej na nowym blogu…

 

48 myśli nt. „Podróż do Paryża, czyli jak zagwarantować sobie niecodzienną przygodę

  1. ~zante

    Intuicja mnie nie zawiodła! Z reguły, gdy widzę tytuł „Podróż do… ” to omijam tekst, bo spodziewam się nudnego opisu zabytków, zachwytów nad czymś czego nie widziałam, ale „wykształcony człowiek powinien znać” i nie wypada się przyznawać, że to nudne. A zdjęcia po kilku minutach i tak zlewają mi się pod powiekami w jedną masę.
    Hegemonie, bardzo chce do Paryża! Nie wiem jak to zrobiłeś ;-))), ale tym razem z uwagą obejrzałam wszystkie zdjęcia, stałam w tej kolejce do kibelka, umykałam kloszardom, co wcale nie znaczy, że bez ponownego przeszukiwania Twojego tekstu wiem, że muszę przynajmniej wejść do Luwru i muzeum Rodina, bo inaczej utracę czas spędzony we Francji.

    1. hegemon Autor wpisu

      Jak to zrobiłem? Cóż, jak ktoś jest Hegemonem, to też posiada pewne talenta :-). A W Paryżu jeszcze trzeba zobaczyć d’Orsay i powłóczyć się po Marais. Luwr bym dał opcjonalnie – no chyba, że chcesz stanąć w kolejce za trzema Koreankami, to tylko tam :-)

      1. ~zante

        Koreanki to argument-rzemień! ;-))) Hegemon rzeczywiście posiada talenta. A ja się nie podlizuję tylko stwierdzam oczywistą oczywistość (jak mawiał klasyk ;-)).

        1. hegemon Autor wpisu

          Wiedziałem, że Koreanki będą tym języczkiem u wagi, aby zainteresować Cię wyprawą do Paryżewa :-))))

  2. ~jotka

    Hegemonie, pisz książki! Przewodniki w twojej wersji chętnie poczytam:-) A ze znaczkami to i w Polsce jest problem, jeśli poczty nie ma w pobliżu. Toalety, problem przyziemny, ale ważny, czasami potrafią popsuć pobyt. Czytałam z przyjemnością, czekam na obiecany ciąg dalszy….

    1. hegemon Autor wpisu

      Cieszę się, że Ci się spodobało :-) Nie wiem, czy napiszę książkę, nigdzie nie ma się takiej satysfakcji z kontaktu z czytelnikami, jak na blogu, dlatego mam ogromną motywację, aby pisać właśnie tutaj :-) Ciąg dalszy będzie

  3. mała-myśl

    Zabawnie to wszystko opisałeś :)
    Mój dziadek tak miał, że on zawsze nosił przy sobie dużo różnych rzeczy, które – jak twierdził – zawsze mogą się przydać ;)

    1. hegemon Autor wpisu

      Są tacy ludzie, którzy muszą nosić przy sobie wszystko, na wszelki wypadek. Mój dziadek zawsze był przygotowany na każdą okazję, ale u niego, to mógł być efekt przeżytej wojny…

  4. ~elżbieta

    W Paryżu byłam cztery razy, to moje ukochane miasto. Dziękuję, że oprowadziłeś mnie Hegemonie po miejscach, które znam i zamieszczone zdjęcia budzą w moich wspomnieniach najczulsze struny pamięci. Każde zamieszczone przez Ciebie zdjęcie wiąże się z miłymi wspomnieniami. Co myślisz o wejściu do Luwru? Mnie nie pasuje do całości. Kiedykolwiek jestem w tym miejscu mam mieszane uczucia. Co dziwne, moja córka doktor historii sztuki mnie ma takiego odczucia.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    1. hegemon Autor wpisu

      Chodzi Ci o nowoczesną piramidę przed Luwrem? Mnie ona nie przeszkadza. Wydaje się, że Paryż dość umiejętnie łączy przeszłość z teraźniejszością. Mnie klimat tego miasta też opowiada, chociaż ja za dużymi miastami nie przepadam, ale do Paryża bym jeszcze wrócił, byłem tam tylko raz…

  5. ~Tu Od Teraz

    Takiego odprężenia po zabieganym dniu potrzebowałam:) Rewelacyjny opis, zdjęcia zresztą też. Rewelacyjny ale też i zabawny. Cóż w Paryżu jeszcze nie byłam. Na pewno kiedyś zajrzę i coś mi się wydaje, że przypomnę sobie wtedy ten post:)
    Pozdrawiam ciepło.

    1. hegemon Autor wpisu

      Zachęcam do odwiedzenia Paryża. Teraz jest jeszcze łatwiej się tam dostać. Najbardziej cieszy mnie to, że post był odprężający :-)
      Pozdrawiam :-)

  6. ~Maks

    Nigdy nie byłem w Paryżu, a bardzo ciekawie to opisałeś i strasznie dużo wątków poruszyłeś:)
    Jest terroryzm (gdy czytałem o lasce Twojej mamy pomyślałem o zamachach z listopada 2015, ale podejrzewam, że byliście w Paryżu wiele lat wcześniej, bo pisałeś o 2004 roku), jest polityczna niepoprawność (grube murzynki i kloszardzi), są opisy zabytków i nawet toalet. I oczywiście świetne zdjęcia.
    Pozdrawiam:)

    1. hegemon Autor wpisu

      Byliśmy w 2004. Pierwszą wersję postu napisałem tuż przed zamachami w listopadzie 2015. Nie opublikowałem ze względu na zamachy. Nie przepadam za poprawnością polityczną, dla mnie to rodzaj cenzury. Nie mam intencji obrażania nikogo, ale akurat te murzynki były bardzo grube, a kloszardzi cuchnęli straszliwie. Nie wiedziałbym nawet, jak to ubrać w słowa, aby było poprawne???

  7. ~frytka

    Paryż, miasto zakochanych, a mnie jakoś tam nie ciągnie… może właśnie dlatego?… :)
    na temat francuskich toalet trochę słyszałam, a to co słyszałam, bardzo mija się z naszym wyobrażeniem o bogatym zachodzie… :)
    PS. co z Wami chłopaki?… każdy na emigrację wybywa?… najpierw Boja, teraz Ty?…

    1. hegemon Autor wpisu

      Moja emigracja jest bardzo krótka i dotyczy szkolenia. Pozazdrościłem Boi :-)
      A Paryż warto zobaczyć, ma swoją atmosferę, nie spotykaną gdzie indziej…

  8. chomikowa

    Hegemon na zagranicznym szkoleniu? Jaki ten światek polskich blogerów światowy się zrobił :)
    Twoja mamusia mnie osłabia :D Już nie raz Ci pisałam, że nie wiem jakim cudem Twój tata zniósł tą wielką miłość. Musi być bardzo silny ;)
    w Paryżu niestety nie byłam, ale jakoś bardziej ciągnie mnie do Barcelony… Do tej pory bardzo podobała mi się Praga, no i Istambuł. Istambuł zdecydowanie zdobył moje serce :) No i za jednym zamachem (nie bombowym ;P ) być w Europie i Azji… CUDO :) )
    Chociaż tak zachwalamy te europejskie stolice a zapominamy o naszym Krakowie. Ciągle to miasto mnie zachwyca… :)
    Hegemonie! Może ktoś w końcu wyjaśni ten fenomen kościołów i bazylik?????

    1. hegemon Autor wpisu

      Widzisz, Ty nie byłaś w Paryżu, ja w Istambule, jeszcze tyle przed nami do zobaczenia, to jest piękne. W Barcelonie, a nawet w Hiszpanii nigdy nie byłem, też chciałbym pojechać… Skoro ten światek blogerów taki światowy, to zapewne się uda :-)
      Nie wyjaśnię Ci tego fenomenu kościołów i bazylik, sam go nie rozumiem

  9. ~Agnieszka Wieczorek

    Piękne zdjęcia :) Mój dziadek zawsze nosił przy sobie taki niezbędnik: scyzoryk, składany wkrętak i kawałek drutu. Zawsze dziwiliśmy się po co mu to wszystko, ale twierdził uparcie, że nigdy nic nie wiadomo, zawsze może się przydać ;)

  10. ~Anna

    Kocham Paryż, choć bardziej podoba mi się Florencja. Do Francji jechałam razem z nauczycielami z mojej szkoły i była to zorganizowana wycieczka, więc odpadało wiele problemów. Abyśmy nie padli podczas tak długiej podróży autokarem, zrobiono nam przerwę w jakimś hoteliku w Czechach, gdzie przenocowaliśmy. Potem już tylko jednym ciągiem do Francji z przerwami na wizyty w wc lub papierosa. Stawaliśmy przeważnie na stacjach benzynowych, więc nie musieliśmy szukać toalet, bo były na miejscu.
    Mieszkaliśmy w dobrze wyposażonych bungalowach w Lasku Bulońskim, a że z sobą mieliśmy kucharzy, więc nie trzeba było szukać restauracji.
    Na zwiedzanie Paryża wyruszaliśmy wcześnie rano, wracaliśmy na późny obiad i potem nocne zwiedzanie Paryża.
    Mam zdjęcia przy wszystkich obiektach, które umieściłeś w poście. W Luwrze koleżanka sfotografowała mnie z Wietnamczykiem, który wiele lat pracował w Polsce i wspaniale mówił w naszym języku. To było przy posągu Nike i wyszło dość zabawne nieporozumienie, bo koleżanka powiedziała, że zrobi mi zdjęcie, gdy ten Azjata odejdzie, na co Azjata odparł w naszym języku, że już odchodzi.
    Przy obrazie Giocondy roiło się od Japończyków ze wspaniałymi aparatami fotograficznymi, przy których mój Kodak był tylko imitacją aparatu, choć wydawało mi się, że to niezła firma. Luwr powinnam zwiedzać kilka dni a nie kilka godzin, jednak to, co najważniejsze zobaczyłam, m.in. Wenus z Milo.
    Po zwiedzeniu Paryża zawieziono nas do Wersalu, a potem zwiedziliśmy dwa zamki nad Loarą, choć z okien autokaru widzieliśmy ich dużo więcej.
    Na swoim blogu dość dawno temu opisałam moje zagraniczne wyjazdy, a na portalu nasza klasa umieściłam zdjęcia, z la Defense też . To zdjęcie, które umieściłeś, to kino XXI wieku, w którym byłam na seansie i bardzo się bałam, bo obrazy były bardzo realistyczne i wydawało się, że widz jest w ich środku.

    1. hegemon Autor wpisu

      Miałaś sporo przygód w Paryżu. Bardzo podoba mi się ta z Wietnamczykiem :-) Nawet przy obcych trzeba uważać, co się mówi. Przy obrazie Mony Lizy jest chyba zakaz fotografowania, którego Japończycy absolutnie nie przestrzegają. Zresztą dopchać się tam jest zadaniem bardzo trudnym. Byłem też w Wersalu, nawet widziałem wieś, którą specjalnie zbudowano na tyłach pałacu dla Marii Antoniny. Mogła się tam bawić z dworzanami w udawanie prostych chłopów. Niestety, żadnego zamku nad Loarą nie widziałem, więc jeszcze do Francji będę musiał wrócić…

  11. ~Ania

    ‚Mama wspierała się na lasce.’ A ja myślałam, że na dziewczynie jakiejś i że zaraz się okaże, że ta dziewczyna np. narkotyki przewoziła. Och ja blondynka :)

    1. hegemon Autor wpisu

      Taka interpretacja nie przyszłaby mi do głowy, ale bardzo mi się podoba. Dobrze, że bloga nie czytają Czesi, dla nich mama opierałaby się na miłości :-)

  12. ~pani L.

    No nie wiem, czy w Internecie powinnam się przyznawać do swoich podróży… teraz, kiedy wzmożone jest zbieranie informacji? Za to napiszę tak: bardzo mi się podoba sposób opisania wspomnień.

    Pozdrawiam

    1. hegemon Autor wpisu

      Trochę trzeba uważać, ale aby ocenzurować internet, to trzeba by chyba połowę Polaków zatrudnić do podsłuchiwania i podglądania drugiej połowy :-)
      Cieszę się, że podoba Ci się metoda pisania wspomnień :-)

  13. ~Marta

    Uwielbiam Twoje wpisy.Czytając je czuję,że jestem w tych opisywanych miejscach.Ciekawe miałeś przygody z rodzicami.Ja w Paryżu nie byłam ale siostra na wakacje co roku tam wybywa i dzięki Niej troszkę tą stolicę poznałam.Poznałam Paryż, którego nie znałam z przewodników…Droga komunikacja miejska,drogie mięso,wspominała coś o drobiu i bagietkach;) Siostra,studentka biedna przez 3 tyg jadła naleśniki.Mnie by to pasowało i tak nie jem mięsa;) Ale tak na poważnie chcę kiedyś zwiedzić Paryż.Piękne miasto.Klimat kafejek.Może tam bym w końcu ta swoją książkę skończyła?? Ps.Jotka ma rację.Pisz przewodniki ;)

    1. hegemon Autor wpisu

      Do Paryża warto pojechać. I mówi to człowiek, który każdą wolną chwilę by spędził w przyrodzie, a nie w wielkim mieście. To miasto ma swój niepowtarzalny klimat, szczególnie, gdy zejdziesz z utartych szlaków turystycznych. Jeżeli miałabyś skończyć książkę w Paryżu, to sporo wydasz na kawiarnie, w których mogłabyś pisać. Lecz może książka sprzeda się w tylu egzemplarzach, że będziesz mogła spokojnie zarobić na podróż i pobyt, i na co tam jeszcze zechcesz :-) Tego Ci życzę :-)

  14. ~Kasia

    A mnie Paryż nie przypadł do gustu … Może dlatego, że podczas mojej wizyty ciągle coś siąpiło z nieba, może dlatego, że spacerując ciągle patrzyłam pod nogi żeby nie wdepnąć w „minę”, a może dlatego, że nie było koszy a ja nie jestem nauczona do rzucania śmieci pod nogi jak to robi większość Paryżan. Może jednak się wszystko zmieniło i jest czysto, w końcu byłam w Paryżu parę lat temu.
    Moje serce skradł Rzym, tam nawet brudu nie zauważam.
    Pozdrowienia dla rodziców, uwielbiam czytać o ich przygodach :-)

    1. hegemon Autor wpisu

      Nigdy nie byłem w Rzymie i wiem, że muszę ten brak nadrobić. Wiele osób pisze, że Rzym jest miastem, w którym trzeba być.
      A brak koszy w Paryżu wynika z doświadczeń, jakie Francuzi mieli na początku XXI wieku z terrorystami z Algierii. Nagminnie zostawiali ładunki wybuchowe w koszach na śmieci.
      W imieniu rodziców dziękuję za pozdrowienia :-)

  15. ~Ultra

    Ciekawie, dowcipnie, bez zadęcia, swojsko i miło. Lubię z Tobą zwiedzanie, ponieważ jest niepowtarzalne i niezwykłe, zabarwione emocją i przemyśleniami. Proszę pomyśleć o książce czytanej jednym tchem. Pozdrawiam.

    1. hegemon Autor wpisu

      Chyba ta książka się narodzi. Tylko nie wiem czy będzie w formie papierowej, czy też jako e-book. Dzięki za miłe słowa :-)

  16. ~Martyna

    Świetny post ;) Bardzo fajnie wszystko opisałeś, ciekawie i zabawnie. W życiowy sposób, że tak powiem, bo skąd ja znam historię ze scyzorykiem… Taaa, scyzoryk przecież niezbędny ;) Ławki i kościoły też są mi znane, epizody z nimi powtarzają się przy każdym zwiedzaniu ;)

    Jeszcze na pewno wrócę ;)

    dezawi.blogspot.com

    1. hegemon Autor wpisu

      Miło mi, że ci się artykuł spodobał :-) A scyzoryki, no cóż, każdy lubi je mieć przy sobie, tak na wszelki wypadek:-)

  17. ~Safa

    Jak ja lubię Twój sposób opowiadania :) Przyznam, że nie byłam w Paryżu, ale bardzo mnie zachęciłeś. Sama bardzo często bywam w Anglii, dlatego jeśli miałabym polecać wyjazd- to właśnie tam. To miasto paradoksu – z jednej strony pełno w nim pięknych, starych ceglanych kamienic, a zd rugiej , tuż obok, szklane nowoczesne budynki. Mnóstwo ogrodów i parków wśród kilometrów betonowych dróg :)

    Pozdrowienia kochany :)

    1. hegemon Autor wpisu

      O Anglii też będzie, właśnie wróciłem z Londynu i muszę sobie wszystko w głowie uporządkować. Londyn właśnie odebrałem tak, jak piszesz, miasto paradoksów.

  18. ~Pojedyncza

    Pozostaje mi podpisać się pod przedmówcami – ciekawy, zabawny tekst zupełnie nie przypominający sztampowych podróżniczych opisów (swoją drogą naprawdę ciężko pisać o własnych podróżach, nie przynudzając i choć trochę oddając własne przeżycia). W Paryżu nigdy nie byłam, zdecydowanie bardziej ciągnie mnie na wschód niż na zachód, ale może w końcu i tam zawitam. ;-)

    1. hegemon Autor wpisu

      Mnie też bardziej ciągnie na wschód niż na zachód, ale czasami, dla urozmaicenia, wyruszam też na zachód. Moim zdaniem raz w życiu należy pojechać do Paryża, jest to miasto wyjątkowe wśród różnorakich stolic europejskich…

  19. ~joujou

    cha,cha,cha uśmiałam się do łez.Nie ma to jak wyprawa rodzinna.Zapewne sprawiłeś wielką przyjemność rodzicom,no a sobie trochę utrudniłeś :-) Coś o tym wiem,moja teściowa skutecznie mnie zniechęca do proponowania jej wspólnych wyjazdów.W skansenie we Wdzydzach,gdzie sądziłam iż sprawię jej radość,stwierdziła iż ona zbyt dobrze pamięta te czasy,a w zabytkowych chatach śmierdzi stęchlizną :D
    No ,ale miało być o Paryżu. Byliśmy na wycieczce zorganizowanej.Można powiedzieć,że jak na 3 dni pobytu
    zobaczyliśmy bardzo dużo,no ale gonitwa była niesamowita i taki też upał.Cieszę się,że mieliśmy bardzo dobrego przewodnika,młodego paryżanina o polskich korzeniach więc i cmentarz Pere-Lachaise dał radę wcisnąć w program zwiedzania i większość standardowych miejsc,które należy zobaczyć.
    Podstawowym dniem zwiedzania była sobota.Trwały właśnie obchody Bożego Ciała (inaczej niż u nas,bo czwartek nie jest dniem wolnym).Takie dni sprzyjają różnym manifestacjom i tych było kilka,co trochę utrudniało zwiedzanie.Miałam okazję zobaczyć kordony policji,z psami czekające w bocznych ulicach-niezła manifestacja siły.No i musieliśmy przedrzeć się przez Paradę Równości na drugą stronę ulicy-każdy na własną rękę,bo inaczej się nie dało.Zaowocowało to świetnymi wspólnymi fotkami z uczestnikami owej parady :-) Wszystko w otoczeniu katedry Notre- Dame,w której akurat trwały uroczystości religijne.
    No i Plac Pigalle ,gdzie olbrzymie,piętrowe sex-shopy.Udało nam się wejść,ale użycie aparatu groziło jego konfiskatą :-)) Weszliśmy tam we czworo,ale obsługa zdawała się być przychylna tylko panom,których próbowała zaprosić do kabinek.Panowie nieco się spłoszyli i nie zabawiliśmy tam długo :-))
    Przygodę z paryskim złodziejaszkiem miał mój brat.Czekał na schodach,a właściwie dwóch przy wyjściu z rejsu po Sekwanie.Tak jak piszesz, bez skrępowania próbował włożyć mu rękę w boczną kieszeń spodni.
    Mojego brata wmurowało,a złodzieja zaskoczyło,bo spodnie miały drugą wewnętrzną kieszeń i nie dało się wyjąć porfela odciśniętego na udzie :-))

    1. hegemon Autor wpisu

      Póki moi rodzice mogli podróżować zabierałem ich chętnie, gdzie tylko się dało. Te wyjazdy bardzo dużo mi dały. Moi rodzice cieszyli się wszystkim, co zobaczyli, a takich ludzi chętnie zabiera się ze sobą. Chociaż zawsze mieli dziwaczne pomysły, to raczej mnie one śmieszyły, niż przeszkadzały.
      Trzy dni na Paryż, to straszna gonitwa, nie wiem, czy bym się zdecydował, ale jeżeli była to jedyna opcja, to żal nie skorzystać

Możliwość komentowania jest wyłączona.