Izrael poza szlakiem. Pustynie i Morze Martwe

Wielbłąd to dziwne zwierzę. Musi się położyć, aby można było na niego wsiąść. Gdy wstaje, podnosi najpierw zad i w tym momencie łatwo ześlizgnąć się przez głowę. Wielbłądy bywają kapryśne, jak coś im nie pasuje, to plują, a czasami potrafią też boleśnie ugryźć. Specyficzny chód sprawia, że człowiekiem buja, jak na okręcie. Osoby wrażliwe mogą zareagować wcale niepożądanymi sensacjami żołądkowymi. O wszystkich niedogodnościach wiedziałem wcześniej, lecz jazda na wielbłądzie, była jednym z trzech marzeń, jakie zamierzałem spełnić podczas pobytu w Izraelu. Pozostałe dwa, to wycieczka na pustynię i kąpiel w Morzu Martwym.Izrael, Negew, Wielbłądy

Wielbłądy

Na położonej w pobliżu miasta Dimona farmie wielbłądów nocowaliśmy w niewielkich domkach bez wygód, jednak całość została tak urządzona, że świetnie wpisywała się w surowy klimat pustyni. Również serwowane posiłki nawiązywały do lokalnej tradycji. Wieczorem mocno się ochłodziło, a ja zapomniałem zabrać ze sobą ciepłe rzeczy – był to jedyny moment, gdy zmarzłem w Izraelu. Nie narzekałem, wycieczka na wielbłądach była warta wszelkich niedogodności.Negew, Izrael, pustynia

Pustynie Negew i Judejska…

…zajmują łącznie około 60% powierzchni Izraela. Mimo niekorzystnych warunków klimatycznych, nie są to tereny całkowicie bezludne. Już w starożytności podejmowano udane próby zasiedlenia i zagospodarowania. Obecnie izraelskie pustynie to nie tylko bezkresne połacie jałowej ziemi, lecz także ruiny starożytnych miast, oazy i rezerwaty przyrody. Ich zwiedzanie najlepiej zaplanować na późną wiosnę lub wczesną jesień, my pojechaliśmy we wrześniu. Oprócz farmy wielbłądów, polecam jeszcze cztery miejsca:Izrael, pustynia, Negew

1. Coloured Sands

Miejsce, gdzie barwy pustyni nabierają niezwykłej intensywności – od żółtej, poprzez pomarańczową, aż po wściekle czerwoną. Na tle szaro-burego otoczenia kolorowe piaski są czymś wyjątkowym.Izrael, Negew, kolorowe piaski

2. Ruiny Mamszit…

…zostały wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO w 2005 r. Osadę założyli w I w. n.e. Nabatejczycy, tajemniczy lud pochodzenia semickiego (przez starożytnych identyfikowany z Arabami). Swój rodowód wywodzili od Izmaela syna Abrahama. Nabatejczycy założyli królestwo ze stolicą w Petrze, które obejmowało tereny od dzisiejszej Syrii po półwysep Synaj. Największe zyski czerpali z kontroli nad handlem kadzidłem,  mirrą oraz afarsemonem – niezwykle cenionymi w starożytności perfumami, które uzyskiwano z nieznanej dzisiaj rośliny rosnącej w rejonie Morza Martwego. Na szlakach karawan wznosili osady – miejsca postoju. Tak powstało Mamszit.Mamszit, Izrael, Nabatejczycy

Nabatejczycy osiągnęli mistrzostwo w pozyskiwaniu i magazynowaniu wody, która na pustyni pojawia się raz do roku, czasami tylko przez jeden dzień. W położonym u stóp Mamszit głębokim wąwozie zbudowali system zapór, które kierowały wodę do wydrążonych w skale ogromnych zbiorników o pojemności dochodzącej nawet do 40 000 l.! Naprawdę trudno sobie wyobrazić, że w sercu suchej i pozbawionej roślinności pustyni można było hodować liczne stado koni arabskich, rozwijać rolnictwo oraz utrzymywać duże i luksusowe łaźnie!Mamszit, UNESCO, Nabatejczycy, Izrael

3. Droga Skorpiona

Trasę tę wybraliśmy w drodze nad Morze Martwe. Nazwa pochodzi od skali trudności lub od kształtu, który przypomina ogon skorpiona. Pierwszy trakt w tym rejonie wytyczyli Rzymianie na początku II w n.e. Obecna serpentyna została wybudowana z kamieni w 1927 r. przez Brytyjczyków, a poprawiona i pokryta asfaltem w 1950 r. po powstaniu państwa Izrael. Przez kilka lat była to jedyna droga do Ejlatu, izraelskiego kurortu położonego nad Morzem Czerwonym.Droga Skorpiona, Izrael

Na samym początku powitały nas znaki zakazu wjazdu. Zignorowaliśmy je. Nie tylko my, na drodze natknęliśmy się na kilkanaście innych samochodów. Przez chwilę poczułem się, jak w Polsce.

Trasa jest godna swojej nazwy. Wąska, kręta i bardzo stroma, ale widoki są niepowtarzalne. Można podziwiać rozległą panoramę doliny Zin, która przez swoją pustkę i czerwonawy odcień przypomina krajobrazy marsjańskie. Więcej związków z kosmosem można doszukać się trochę dalej, w pobliżu Mount Zin, gdzie znajduje się płaskowyż cały pokryty gładkimi kamieniami, do złudzenia przypominającymi latające spodki.

Mont Zion, pustynia

Tajemniczy skamieniały latający spodek

Jeżeli spodobał Ci się wpis, może zainteresują Cię przygody, jakie spotkały mnie podczas lotu do Izraela

Będzie mi miło, jeżeli polubisz blog na FB

4. Żona Lota

Skała zwana Żoną Lota wznosi się na 280 m nad poziom Morza Martwego. Według Biblii, Jahwe oburzony na grzeszne życie mieszkańców Sodomy i Gomory, postanowił oba miasta zniszczyć (pochłonęły je wody Morza Martwego). Ocalił tylko bratanka Abrahama Lota oraz jego rodzinę. Podczas ucieczki nie wolno było im oglądać się za siebie, jednak żona Lota zignorowała zakaz i za karę została zamieniona w słup soli. Teraz jej postać jest częścią słonej góry Sodom.Żona Lota, Mont Sodom, Izrael

Morze Martwe…

…to ewenement na skalę światową, ale nie wiadomo ile czasu jeszcze przetrwa. Wody rzeki Jordan, która zasila zbiornik, są intensywnie wykorzystywane dla celów rolniczych – zarówno przez Izrael, jak i Jordanię. Do tego dochodzi intensywne parowanie. Rocznie tafla morza obniża się o 1 metr (obecnie są to 422 m. poniżej poziomu morza). Faktycznie nie ma już jednego zbiornika morskiego, tylko dwa. Tak zwane morze głębokie oraz morze płytkie, do którego woda jest przepompowywana. Obniżenie lustra wody sprawia, że otoczenie stało się niebezpieczne ze względu na ruchome piaski oraz nagłe zapadanie się gruntu (tzw. sinking holes). Izraelczycy nazywają je „bolamin” czyli połykaczki, które każdego roku są przyczyną kilku poważnych wypadków.Morze Martwe, Dead See, Izrael

Kąpiel w morzu, to niezapomniane przeżycie. Woda rewelacyjnie oddziałowuje na skórę, a także leczy niektóre choroby (np. łuszczycę). Z powodu ogromnego zasolenia człowiek unosi się na wodzie niczym korek (nie ma mowy o żadnym pływaniu). Trzeba pamiętać, że każde zadrapanie skóry po wejściu do wody będzie intensywnie piekło, więc lepiej poprzedniego dnia się nie golić. Ta uwaga dotyczy zarówno mężczyzn, jak i kobiet! Koleżanka na dzień przed ogoliła nogi, a potem cierpiała. Lepiej uważać, aby nie nachlapać wody do oczu. Po wyjściu warto dokładnie opłukać się z soli pod prysznicem (na każdej plaży znajduje się ich kilka).Izrael, Morze Martwe, Dead See

Lecznicze właściwości posiada również błoto, którym pokrywa się całe ciało. Po takim zabiegu człowiek wygląda iście diabelsko. Błotem lepiej nie nacierać się zbyt energicznie, gdyż jest przemieszane z drobinami pisaku i niechcący możemy zafundować sobie bolesny peeling. Następnie, należy odczekać około 20 minut. Nie jest to łatwe zadanie, gdy słońce niemiłosiernie parzy, a ciało pokrywa czarna, ciepła skorupa. Natomiast po dokładnym opłukaniu, skóra jest wyraźnie gładsza i przyjemniejsza w dotyku.Morze Martwe, Dead See, Izrael, błoto

Ein Gedi

Od upału pustyni i gorąca Morza Martwego można znakomicie odpocząć w rezerwacie Ein Gedi. Człowiek nagle wkracza do innego świata, który otacza cień drzew i szum niosących zimną wodę wodospadów. Ein Gedi jest oazą zasilaną przez dwa strumienie – Nahal Dawid i Nahal Arugot. Łatwiej dostępny, a przez to bardziej popularny i zatłoczony, jest ten pierwszy. Pod kaskady wodospadów wchodziliśmy w pełnym ubraniu, które schło w ciągu 15 minut po  wyjściu. Najczęściej spotykanymi zwierzętami były małe, przypominające wielkością i wyglądem świnkę morską, góralki syryjskie (co ciekawe, dość blisko spokrewnione ze… słoniami) oraz koziorożce nubijskie.Ein Gedi, Izrael, góralki syryjskie

Podsumowanie

Wycieczka na pustynię i nad Morze Martwe była tylko częścią dłuższego pobytu w Izraelu. Cieszę się, że zobaczyłem inne rejony od tych, którymi podążają masowe wycieczki. Wiem, że nie dokonałbym tego, gdyby nie moi Izraelscy znajomi. Negew, pustynia, Izrael

75 myśli nt. „Izrael poza szlakiem. Pustynie i Morze Martwe

  1. ~elżbieta

    Tekst przeczytałam z dużym zainteresowaniem. Prezentujesz miejsce, które dla nas Polaków jest mało znane. Od Ciebie dowiedziałam się wiadomości, których na próżno szukać w podręcznikach i przewodnikach. Podajesz praktyczne rady, a to bardzo cenna rzecz. Najciekawsze są opisy z natury, czyli przez osoby, które widziały to, o czym piszą. Kiedyś też moim marzeniem było przejechać się na wielbłądzie. Nigdy tego pragnienia nie zaspokoiłam, bo los zawsze rzuca mnie w inne strony świata, tam gdzie wielbłądy można spotkać tylko w zoo. Dziękuję za ciekawy opis.
    Pozdrawiam Hegemonie serdecznie:)

    1. hegemon Autor wpisu

      Swoje podróże zawsze zapisuję na bieżąco, a potem publikuję lub… też nie. Czasami wiem, że zdjęcia i słowa nie oddadzą tego, co widziałem.

  2. ~jotka

    Nie wiedziałam tego wszystkiego o założycielach Petry. Nie lubię wycieczek zorganizowanych, więc fajnie, ze udało Ci się uniknąć wycieczkowych stereotypów. Zdjęcia tak sugestywne, że poczułam niemal ten upał i pragnienie…
    Pozdrawiam serdecznie:-)

    1. hegemon Autor wpisu

      Ja też nie przepadam za zorganizowanymi wycieczkami, na szczęście mam znajomych w Izraelu, więc łatwiej mi się ten kraj zwiedzało :-)

  3. ~oto ja

    Lubię takie ciekawe podróże w miejsca mi nieznane. I jak zwykle ciekawie napisane. Natomiast jazdy na wielbłądzie jakoś nie chciałabym odbyć ;)

  4. ~Dama Kameliowa

    A zauważyłeś, że woda w Morzu Martwym ma taką dziwną konsystencję – jest oleista, jakby tłusta? I smakuje dziwnie – tak słono, że aż cierpko-kwaśno…
    Mnie nad Morzem Martwym zachwyciła twierdza Masada (byłam wtedy, gdy nie było tam ludzi) i widoki z niej się rozpościerające ;)

    1. hegemon Autor wpisu

      Podobno na Masadę trzeba wejść wcześnie rano i zobaczyć z niej wschód słońca. Najlepiej we wrześniu. Ja byłem w czerwcu i pamiętam tylko przeraźliwy upał, którego miałem serdecznie dość.
      Woda w Morzu Martwym jest oleista, to prawda, po kąpieli skóra wydaje się taka, jakby nasmarowana kremem. A smakować, nie smakowałem, trochę się bałem :-) Właściwie czy woda w Morzu Martwym jest jeszcze wodą?

      1. ~Dama Kameliowa

        Woda w M. Martwym to już prawie roztwór nasycony soli…więc niby nie woda :)
        Masadę odwiedziłam w lutym – polecam: przyjazna temperatura i mało ludzi.
        P.S. Lubię jeździć na wielbłądzie :) i mam do tych zwierząt duże zaufanie, bo znalazły kiedyś same drogę podczas burzy piaskowej.

        1. hegemon Autor wpisu

          Nie wiem, czy kiedyś wybiorę się na Masadę. Mam w Izraelu jeszcze dwa miejsca do odwiedzenia i one mają pierwszeństwo :-)
          Dla mnie wielbłądy też były ok., bardziej niepewnie czułem się na koniu…

  5. Ania

    Chciałabym kiedyś jeździć na wielbłądzie. Niedawno moja znajoma była na wycieczce i jeździła na słoniu. Mówiła, że to mega przeżycie. Zazdroszczę:)

  6. ~Izabela

    Świetne zdjęcia i tekst. Treściwie i intrygująco. Zrobiło mi się żal, że my w Izraelu byliśmy tak krótko. Ja na wielbłądzie siedziałam jakieś 15 lat temu, ale gdy w tym roku chciałam swoich synów posadzić na wielbłądach, żaden się nie zgodził. Chyba wysokość ich zniechęciła. Byłam straszliwie rozczarowana, bo uważam, że jak można, to trzeba różnych rzeczy spróbować. :) Za to pustynią chłopaki byli oczarowani, nawet zjeżdżali po wydmach na deskach snowboardowych. :) Ja za każdym razem jestem zaskoczona, że pustynie tak mogą się od siebie różnić. Nie jestem wielkim podróżnikiem, czasami coś tam udaje mi/nam się zobaczyć, ale uważam, że pustynie to jedne z bardziej fascynujących miejsc. Chyba przez ten kontrast oczekiwań – myślisz, przecież to tylko piasek, a później patrzysz – wow ile/jaki piasek! :D
    PS. Jak widzisz, że ze mnie jest gaduła. ;) Z pewną taką nieśmiałością zapytam – Disqusa na tym serwisie nie można mieć czy są inne powody, że go tutaj nie ma? :)

    1. hegemon Autor wpisu

      Twoim synom się naprawdę nie dziwię, ponieważ wielbłąd jest naprawdę dużym zwierzęciem i potrafi być nieprzewidywalny. Może są jeszcze za mali na taką przygodę? Trzeba cierpliwie poczekać :-). Pustynia jest piękna, tak samo jak step, ta przestrzeń dookoła, to bezkresne niebo widziane w nocy…
      Sam też nie jestem dużym podróżnikiem, zaliczam się do podróżników lokalnych, takich co jeżdżą niezbyt daleko. Ot, po Polsce, |Słowacji i Czechach (Czechy uwielbiam :-) i dawnych demoludach. Bardziej kręci mnie wyjazd na Białoruś, niż do Londynu. Izrael zwiedziłem, bo mam tam znajomych.
      Bardzo lubię, gdy na mój blog zaglądają gaduły, dzięki nim komentarze nabierają sensu. Na Onecie Disqusa nie da się założyć. Ponieważ jednak planuję zmiany platformy blogowej rozważam jakiś inny system komentowania. Z Disqusem jest jeszcze jeden problem, trzeba się na niego osobno zalogować. Obawiam się czy przez to nie straciłbym większości stałych czytelników.

      1. ~Izabela

        Chłopaki mają 13 i 10 lat. Nie naciskałam, ale obawiam się, że długo nie będzie drugiej szansy, bo bardzo rzadko jeździmy razem w takie bardziej odległe miejsca. Ale to ich decyzja. :)
        Jeżeli planujesz zmianę platformy, to system komentowania i tak się siłą rzeczy zmieni, czyli test dla dotychczasowych komentujących i tak będzie. :) Ja teraz musiałam kolejny raz uzupełniać pola, aby skomentować. Tzn. działa mi autouzupełnienie, ale i tak muszę chociaż jedną literkę w każde pole wpisać. ;) A w Disqusie jestem cały czas zalogowana i tam gdzie na blogach jest Disqus mogę od razu pisać komentarz, może dlatego się tak rozgaduję. ;) Ty także masz Disqusa, znasz jego zalety i ewentualne ograniczenia. Jeżeli sam jesteś z niego zadowolony, to na nowej platformie bym go od razu zainstalowała. Zrobisz wpis (tak robi wielu blogerów) tłumaczący nowe zasady komentowania i zachwalający jego wygodę i przyjmie się. :) Większość osób jakie znam, odnotowała wzrost liczby komentarzy, chociaż często początkowo rzeczywiście może być komentarzy mniej. Musi minąć pierwszy szok. ;) Wiesz, nie jestem na usługach Disqusa, tylko jako osobie komentującej blogi, bardzo mi ten system pasuje. Bo prawda jest taka, że dla właściciela bloga to ma mniejsze znaczenie. Na każdej platformie, jako moderator ogarniesz komentarze. Dla mnie Disqus to wygoda przede wszystkim dla osób komentujących dużą ilość różnych blogów. :) A mogę przy okazji zapytać o jakiej platformie myślisz? Przyznam, że ja rzadko trafiam na blogi postawione na Onecie. Może właśnie przez Disqusa, bo często trafiam gdzieś poprzez komentarz, a nie wyszukiwarkę. I mam jeszcze jedno pytanie (przez to moje gadulstwo uznasz mnie za stalkerkę) ;) czy bloga na Onecie można podłączyć na Bloglovin? Pytam, bo dla mnie to podstawowe narzędzie do śledzenia nowych wpisów pojawiających się na konkretnym blogu. :)

        1. hegemon Autor wpisu

          U mnie od decyzji do wykonania mija trochę czasu, więc mogę się jeszcze zastanowić :-) Wiem, że disqus jest wygodny, ale ostatnio czytałem o programie, który łączy zalety disqusa i tradycyjnych komentarzy, więc pewnie przez chwilę wypróbuję.
          Nie wiem, czy blogi na Onecie można połączyć z Bloglovin, nie próbowałem. Kiedyś blogowanie na Onecie niosło dużo korzyści, teraz ich już prawie nie ma, a pewne ograniczenia zniechęcają do korzystania z tej platformy. Ja zamierzam przejść na własny adres, tylko muszę ogarnąć, jak to się robi :-)

  7. ~Izabela

    Czyli myślisz o własnej domenie. :) Ale to nie jest jednoznaczne ze zmianą serwisu. :) Blogger (blogspot) jest usługą Google, podobno łatwiej się pozycjonują strony, tzn. potrzebujesz mniej wiedzy, ale trudniej np. dopasować wygląd bloga, bo trzeba wprowadzać zmiany bezpośrednio w kodzie szablonu. WordPress.org wymaga wykupienia poza domeną miejsca na serwerze, ale oferuje pełną swobodę edycji. Jest wiele szablonów i wtyczek, które sprawiają, że właście możesz zrobić tam wszystko. :) Słyszałam, że najmniej polecany jest WordPress.com, ale ja nie jestem pewna. W każdym razie z wykupieniem własnej domeny podobno lepiej nie zwlekać, bo może się okazać, że nazwa jest już zajęta. Życzę podjęcia trafnej decyzji, jaka by ona nie była. :)

    1. hegemon Autor wpisu

      W kodzie grzebać nie będę, chyba nie potrafię. Musi być prosto :-) Administruję już dwoma stronami (o fotografii i o coachingu), więc blog przeniosę na ten sam hosting, z którym mam już dobre doświadczenie. Niestety wiąże się to z pewnymi wydatkami i sporą ilością pracy, więc na razie czekam na zastrzyk gotówki oraz czasu :-). Dzięki za wszystkie rady, jak bym zmienił zdanie, to może pomyślę o tym WordPress.org…

  8. boja

    Moje największe marzenie: wykąpać się w Morzu Martwym. Dobrze, że pływać w nim się nie da, bo ja nie potrafię.

    1. hegemon Autor wpisu

      W Morzu Martwy nie da się pływać, nie da się też utopić, co najwyżej możesz zakrztusić się słoną wodą :-)

  9. ~madamme

    Ciekawie, coraz ciekawiej.

    Dziwne, bo przy moim umiłowaniu zabytków powinno mnie tam ciągnąć niczem setką koni, a jakoś nie ciągnie. Może dlatego, że Izrael mało jest w Polsce znany i raczej kojarzy się z Intifadą, a nie Masadą :-). Teraz chyba nie ośmieliłabym się tam jechać, zbyt jest niespokojnie, ale błysk zainteresowania pojawił się w mojej głowie dzięki Twojemu wpisowi.

    1. hegemon Autor wpisu

      Wbrew pozorom jest tam dość spokojnie. Łatwiej zginąć u nas na przejściu dla pieszych niż w Izraelu z rąk terrorystów…

  10. ~Dreptak Zenon

    Przeczytałem z dużą przyjemnością. Dla mnie to nie jest dobry klimat, ale widoki i atmosfera już tak – bardzo bym chciał obejrzeć i dotknąć. A póki co, zakupiłem tylko wiadro soli z Morza Martwego, z resztkami błota. Mało jej pozostało, wiec muszę się rozejrzeć za kolejnym.

    Zmieniając temat na kwestie innej platformy, to pomyśl czy nie warto by zintegrować wszystkich blogów w jednym miejscu? Użycie Discusa to natychmiastowe pozbycie się zdecydowanej większości komentatorów, sam niby mam, ale używam z rzadka i niechętnie. Ze skryptów polecam wordpressa – otwarta platforma, z ogromnymi możliwościami – nasze potrzeby znacznie przerasta. Tyle tylko, że to nie skrypt tworzy miejsce, a ludzie.
    Pozdrawiam :)

    1. hegemon Autor wpisu

      Nie przepadam za krajami, gdzie jest zbyt ciepło, ale do Izraela mam sentyment, a szczególnie do Morza Martwego. I mieszkają tam moi naprawdę dobrzy przyjaciele, więc pewnie jeszcze tam wrócę. Nawiozłem do Polski trochę różności z Morza Martwego i… kilka lat leżały na półce zanim je wykorzystałem. Miejscowe rzeczy lepiej pasują… na miejscu :-)
      Właśnie tego się obawiałem z disqusem, że mogę stracić komentatorów, których lubię, a wtedy blogowanie straci sens. Przeczytałem o rozwiązaniach pośrednich, spróbuje je przetestować na innych moich stronach i może znajdę sensowne rozwiązanie? A blogowanie pewnie przeniosę na Zenbox, tam mam pozostałe strony i dobre wsparcie techniczne. Jak czegoś nie wiem i nie rozumiem, to dział pomocy natychmiast wyjaśni. Ale jeszcze trochę czasu upłynie do przeprowadzki. Znam siebie i wiem, że nic pochopnie nie zrobię :-)

      1. ~Dreptak Zenon

        My mamy własny VPS z rodzinnym adminem, więc nie bardzo wiem o co chodzi z tymi hostingami? Dobrze, że ogarnąłem jakimś cudem (rozpaczliwie) podstawowe funkcje WordPressa. :D :D :D

        1. hegemon Autor wpisu

          Chciałem samodzielnie zrobić stronę internetową i wordpressa chyba w przyzwoitym zakresie opanowałem. Jednak wiele rzeczy też nie ogarniam stąd potrzeba wsparcia technicznego :-)

  11. ~Martyna

    Nieziemsko!

    Morze Martwe zawsze było moim marzeniem, od zawsze chciałam tam pojechać. Teraz… Hmmm… Trochę mniej. Myślę, że nie wytrzymałabym gorąca :)

    Piękne zdjęcia, najbardziej podobają mi się to z cieniem wielbłąda, z pustynią i to z góralkiem. Ciekawe ujęcie, zwierzątko nawet podobne do mojego Cześka Świni ;).

    Zazdroszczę i pozdrawiam
    Ciepełka
    Martyna

    1. hegemon Autor wpisu

      Nad Morze Martwe można jechać nie w wakacje – chociażby w kwietniu. Jeszcze dużo zmian i podróży przed Tobą. Marzenia warto realizować.
      Dziękuję za uznanie dla zdjęć :-)

    1. hegemon Autor wpisu

      Po prostu należy kiedyś na tego wielbłąda wsiąść :-) Jak jedziesz na wycieczkę z dobrym przewodnikiem, to nie będziesz miała problemu, chyba łatwiej jest jechać na wielbłądzie, niż na koniu.

  12. ~pani L.

    Urzekający spokój, żadnej politycznej zawieruchy, więc jednak nie należy słuchać przestróg, aby trzymać się z daleka od Izraela. Jeśli zawiodłyby mnie tam niezbadane wyroki to do domu nawiozłabym parę słoików tej błotnistej mazi.
    Foto z cieniami wielbłądów przepiękne, w sam na wystawę fotograficzną – jakby co.

    PS Chętnie dałabym Ci lajka na fejsie, ale już nie ma tam konta.

    1. hegemon Autor wpisu

      Wbrew pozorom Izrael jest krajem dość spokojnym, nie odbiega specjalnie od standardów bezpieczeństwa, jakie zobaczymy wszędzie w Europie. A błoto z Morza Martwego można kupić w Polsce.
      A co do konkursów fotograficznych, to wysyłam, próbuję, ale mam wrażenie, że robię zdjęcia, które nie zachwycają komisji konkursowych…

  13. ~Agnieszka Wieczorek

    Wow! Zdjęcia robią wrażenie, a na żywo to muszą być cudowne widoki. Na wielbłądzie sama chciałabym się przejechać, no i wykąpać w Morzu Martwym. Jakby co zapamiętam na przyszłość, nie golić nóg dzień wcześniej :)
    Pozdrawiam

    1. hegemon Autor wpisu

      Golenie przed kąpielą w Morzu Martwym jest niewskazane, ale koleżanka, nie wiem dlaczego, uznała, że przestroga dotyczy wyłącznie mężczyzn :-)

  14. ~Beta

    Olalala, piękny fotoreportaż. Byłam na Morzem Martwym od jordańskiej strony :-) Też było fascynująco, podobne pejzaże marsjańskie itp. :-)
    Moim marzeniem jest Jerozolima i Izrael, przez wiele lat nie mogłam ze względu na syryjską wizę w paszporcie, a teraz jakoś atmosfery nie ma dla mnie dobrej do takiej podróży. Tym ciekawiej się Ciebie czytało.

    1. hegemon Autor wpisu

      Z Syryjską wizą nie było można, ale wiem, że niektórzy wtedy mieli po dwa paszporty… Jestem ciekaw Morza Martwego od Jordańskiej strony, na ile jest ono inne…

      1. ~Beta

        Taka zawzięta na Izrael nie byłam, żeby drugi paszport sobie wyrabiać, czekałam, aż tamten straci ważność, bo było w nim mnóstwo fajnych wiz. Myślę, że Morze Martwe wygląda od strony jordańskiej identycznie – przynajmniej tyle zorientowałam się po Twoich zdjęciach, zwłaszcza tych na wodzie i w leczniczym błocie :-)
        A Eljat widziałam w Akabie – był na wyciągnięcie ręki, naprzeciwko plaży, na której byłam. Kolorowe rybki pływały w wodzie głębokiej do kolan, frajda niesłychana, nie trzeba było nurkować. Wokół lokalesi w białych galabijach siedzieli na orientalnych dywanach, rozkładanych wprost na piasku. Na wszystkich pyrkały prymusy z gotującą się w cudnych imbrykach wodą na herbatę. Gorącą.
        Gorąco pozdrawiam, tydzień temu wróciłam ze Sri Lanki i jeszcze nie ostygłam :-)

        1. hegemon Autor wpisu

          Podróżujesz, świetnie :-) Słyszałem, że w takich wypadkach, jak twój można było mieć dwa paszporty. Teraz do Syrii już nie pojedziesz, do Jordanii jeszcze można, ale zastanawiam się, jak długo jeszcze?

          1. ~Beta

            Świat się bardzo zmienia, podróżowanie staje się coraz niebezpieczniejsze lub wręcz niemożliwe (Syria). Pozostanie więc chyba nasz piękny kraj na wycieczki…

          2. hegemon Autor wpisu

            Syria jest na wiele lat stracona, to prawda, ale nie jestem pewien czy świat się zmienia na gorsze. Czytałem statystyki zamachów terrorystycznych. Wiesz, że obecnie w Europie ginie znacznie mniej ludzi w zamachach terrorystycznych niż w latach 70. czy 80.? A szum jest większy, bo więcej jest mediów i one walczą o uwagę prezentując coraz większe okropności…

  15. ~Maks

    Byłem tylko 1 dzień w Izraelu, ale udało mi się wykąpać w Morzu Martwym. Masz rację, że to niesamowite przeżycie:)
    Zabrałem stamtąd kilka grudek z soli, które mam do dzisiaj.
    Pozdrawiam:)

  16. ~Jaga

    Super – niestety wycieczkę do Izraela przegapiliśmy (a byliśmy bardzo blisko) ale miałam wątpliwą przyjemność bujać się po pustyni na śmierdzielu. Nie przypadłam gamoniowi do gustu i ten robił wszystko żeby mnie strącić ze swojego grzbietu. W drodze powrotnej przewodnik stwierdził że garbatemu zwierzęciu chyba nie przypadł do gustu mój dezodorant (no tak, przecież wielbłąd pachnie lepiej) i wymienił mi zwierza na mniej wrednego.

    1. hegemon Autor wpisu

      Wiesz, o gustach zapachowych podobno się nie dyskutuje, w każdym razie z wielbłądem :-) Ten drugi był zapewne mniej wredny?

    1. hegemon Autor wpisu

      Pewnie byś się wysmarowała, ale wiesz jak potem jest trudno wytrzymać w tym czarnym pancerzu przez 20 minut? Jaki gorąc! Z ulgą to wszystko z siebie zmyłem i obiecałem, że nigdy więcej, ale… nie przypuszczam abym słowa dotrzymał :-)

  17. chomikowa

    Izraelscy znajomi???? Zaskakujesz! :)
    Doczekałam się w końcu wpisu o Izraelu. Marzyła mi się wycieczka w to miejsce, ale teraz jakieś mam małe lęki na podróże w te rejony. Może kiedyś…

    1. hegemon Autor wpisu

      Mam takich, sam ich zeswatałem :-)
      Moim zdaniem teraz nie jest zły czas na podróż, ja byłem w gorszym czasie w Izraelu.

      1. ~chomikowa

        Jak to „zeswatałeś”? :D
        Izrael jeszcze mus poczekać. Najpierw zdecydowanie Portugalia.

        1. hegemon Autor wpisu

          No, normalnie – sprawiłem, że się poznali i… potem już samo poszło, tak jak przypuszczałem :-)
          A Portugalia te jest piękna :-)

  18. Ola

    Cudownie! Już tęsknię za wakacjami. Izrael oczywiście też jest na mojej liście marzeń (a co nie jest? ;)). Zdjęcia przepiękne, opisy zachęcające. Takie widoki widziałam z samolotu, przyklejona do szyby, kiedy inni raczyli się winem i jedzeniem. Też się nim raczyłam, ale w nocy – wtedy i tak nic nie widać.

    Z jednym się tylko nie do końca zgadzam, ale to w komentarzach wypłynęło. A może właściwie, że się „nie zgadzam” to niedobre słowo – raczej mam inną opinię. Chodzi o wycieczki zorganizowane, bo one też są super, a istniej powszechnie przyjęta teoria, że prawdziwy miłośniki podróżowania nie powinien na takowe jeździć. Miałam przyjemność podróżować wszelako – począwszy od szalonych wycieczek typu bierzemy samochód i jedziemy nie wiadomo gdzie – docelowo lądujemy w Andorze, gdzie udajemy się na kilkudniowe wycieczki górskie, a kończąc właśnie na wycieczkach objazdowych zorganizowanych. I wspomnienia są niesamowite. Jeśli się jedzie z dobrym biurem i dobrze wybierze program, to nie tylko te standardowe miejsca są odwiedzane, a i kultury dużo można poczuć. Do tego jeśli przewodnik dopisze – to już istny raj. Ale o tym kiedyś wpis popełnię, a nie będę tutaj w komentarzu zamęczać.

    Pozdrawiam!

    P.S. W Łodzi byłam i jestem zachwycona, o tym też napiszę. Szczególnie muzeum animacji SEMAFOR mnie urzekło.

    1. hegemon Autor wpisu

      Pisząc „wycieczki zorganizowane” mam na myśli standardowe objazdówki ze standardowym planem zwiedzania. Są biura podróży, i jeździłem też z takimi, które potrafią pokazać świat od zupełnie innej strony, niesztampowo, niestandardowo.
      Cieszę się, że Ci się Łódź podoba, chociaż jest to miasto niełatwe do „podobania”, zbyt wiele tu „ciemnych” stron. Widzę, że masz dużo pomysłów na kolejne wpisy, z chęcią przeczytam, szczególnie ten o Łodzi :-)

      1. Ola

        Mam dużo pomysłów, ale nie wiem kiedy wszystkie doczekają się realizacji. Zawsze mówię sobie, że na wakacjach ;) Ostatnio już się zabierałam za wpis o Łodzi, a tu nagle Egzaminy Gimnazjalne wyskoczyły jak Filip z konopi i trzeba było o nich kilka słów skreślić, żeby się lud nieświadomy dowiedział jak to śmiesznie wygląda ze strony nauczyciela. Ale jest pewnie postęp na moim blogu, skorzystałam z Twoich rad odnośnie wstawiania zdjęć :D Tylko tak się niestety nie da wstawić miniaturki i ją i tak muszę zapisywać na blogu i miejsce zajmuje :( Na to pewnie już nie ma rozwiązania, oprócz zmiany szablonu.

        1. hegemon Autor wpisu

          Szkoda, że Egzamin Gimnazjalny wyparł Łódź, ale cieszę się, że nadal masz jej opisanie na blogu w planach :-)
          Ze zdjęciami walczę już drugi rok. Na Onecie jest mało przestrzeni zdjęciowej i zbyt szybko się wyczerpuje. Radzę sobie z tym tak, że wszystkie zdjęcia poziome, na całą szerokość trzymam na dysku wirtualnym i wtedy nie zajmują wcale miejsca. Lecz są zdjęcia nietypowe – pionowe, miniaturki, itp. i te niestety trzymam na tych 100 MB, które Onet daje każdemu blogerowi, lecz za jakiś czas i to nie wystarczy :(. Rozważam przeniesienie bloga na własną domenę – i tak mam na utrzymaniu dwie strony internetowe, to i przy okazji blog się zmieści. Tylko to kosztuje – niewiele, ale zawsze i na razie tych pieniędzy nie posiadam…

  19. ~Karolina

    JEszcze bardziej zachęciłeś mnie do odwiedzenia Izraela! Chyba spędzę tam najbliższy urlop – bo 4 czy 5 dni, jakie mogę co miesiąc wynegocjować w pracy, wydają się byś zdecydowanie niewystarczające na taką wyprawę :)

    1. hegemon Autor wpisu

      4-5 dni, to mało, naprawdę mało. Lepiej pojechać na tydzień 10 dni. Ale gdy nie ma się tak długiego urlopu, to i 4 dni wystarczą, ale wtedy skupiłbym się maksymalnie na jednym lub dwóch punktach…

Możliwość komentowania jest wyłączona.