Dzikie Bieszczady – prawda, czy mit

Nasz pobyt w Bieszczadach zaczął się od wilczej historii. Jej opis znalazłem w teczce z materiałami przygotowanymi przez gospodarza dla każdego z gości. Wśród garści folderów, z których można było wyczytać, gdzie najlepiej zjeść i z jakich dodatkowych atrakcji wypadałoby skorzystać, znalazła się też opowieść o wilkach, opisana na łamach lokalnej prasy. Kilka lat temu w okolicach Wetliny pojawiła się wataha, która zimą żywiła się… psami. We wsiach ginęło po 30-40 psów w sezonie. Wilki porywały je bezpośrednio z podwórzy, przystanków autobusowych, sprzed barów i sklepów. Ataki zdarzały się zarówno w nocy, jak i za dnia. Ludzie bali się swoje psiaki wypuścić na dwór nawet na sikanie, bo wilk mógł czaić się za rogiem domu. Wyobraźcie sobie rozpacz właścicieli psów! Nasz gospodarz był w gronie tych, któremu wilki zagryzły czworonożnego przyjaciela.

Żmije i kleszcze

Nie tylko wilki stanowią zagrożenie w Bieszczadach :-)

Czytaj dalej na nowym blogu…

 

74 myśli nt. „Dzikie Bieszczady – prawda, czy mit

  1. Teresa

    Hegemonie na niewiele się przydam, bo nie byłam w Bieszczadach. Wiem tylko tyle, że jest tam pięknie i warto tam pojechać. Po przeczytaniu Twojego wpisu, a dopełnieniem są przepiękne zdjęcia, szczególnie te o poranku/to światło/, będę o ty marzyć, aby znaleźć się tam choć raz w życiu.
    Pozdrawiam. :) .

    1. hegemon Autor wpisu

      Warto raz w życiu w Bieszczady pojechać i zobaczyć na własne oczy, ale nie polecam w sezonie. Najpiękniejsza zapewne będzie jesień, bo nie ma nic piękniejszego, niż las bukowy w październiku. Tylko, że dzień krótki. I musisz się nastawić, że taka wycieczka na pewno nie będzie tania.

      1. Teresa

        Właśnie dzisiaj rozmawiałam o tym z siostrą, czyby ewentualnie……. Zasmuciła mnie trochę ta cena. Poza sezonem może nie tak źle. Poszperam w Internecie……. .
        Dziękuję za te informacje. :) .

        1. hegemon Autor wpisu

          Jeżeli szukasz noclegu w Bieszczadach, to z komentarzy wyczytałem, że Wetlina jest najdroższa. Polecano mi Zatwarnicę, bo tam jeszcze komercja nie dotarła, ale nie wiem, jak z dojazdem, a potem z wycieczkami w góry? Możesz też poszperać w internecie lub zadzwonić do informacji turystycznej, może coś poradzą? Zdaje się, że informacja turystyczna jest w Cisnej. Nie odpuszczaj, jeżeli się już zdecydowałaś :-)

          1. ~Marcin

            Hej. Byłem kilka lat temu w Bieszczadach i potwierdzam opinie Hegemona, że w Bieszczadach jest super. Byłem w sezonie i nie było aż tak strasznie. O dziwo kilka razy udało się na stopa złapać kogoś kto podwiózł do miejscowości w tym przypadku do Cisnej. Byliśmy w 4 osoby raz się udało czekając na przystanku autobusowym po zejściu ze szlaku to jakiś „facet” wyjeżdżał dżipem z parkingu i nas 4 podwiózł do Cisnej a raz to busik jakiś jechał to sam się zatrzymał i podwiózł jedną osobę żeby wzięła auto. Także polecam w 100% wyjazd w Bieszczady. A nocleg mieliśmy w gosp. agroturystycznym (http://www.eholiday.pl/noclegi-uc3350.html) Chyba to jest ten ośrodek :)

          2. hegemon Autor wpisu

            Wygląda na to, że w Cisnej jest taniej niż w Wetlinie…?
            A ludzie się chętnie zatrzymują i chętnie zabierają. Sam zabierałem samochodem ludzi z Ustrzyk do Wetliny.

      1. ~Jaga

        drogie? Pojedź do Zakopanego w sezonie… A może dlatego że mam na wyciągnięcie ręki to jakoś udaje mi się znaleźć coś takiego

        1. hegemon Autor wpisu

          Zakopane, Sopot, Międzyzdroje, kilka miejsc na Mazurach, to jest top polskiego lansu i z tymi miejscowościami Bieszczady jeszcze nie mają się co równać. Ale z taką Szklarską Porębą już tak. I w Szklarskiej rok temu było zdecydowanie taniej – tak o 30% (jedzenie, noclegi i opłaty)

  2. ~marharetta

    hm.
    dzikość Bieszczad…. coraz jej mniej.
    trzy, a może więcej lat temu, byłam tam w sezonie letnim. wówczas nocowaliśmy w Wetlinie i był to pobyt kilkudniowy. owszem, na Połoninie Wetlińskiej, na szlaku było zatrzęsienie ludzi, ale już na innych trasach, zdarzało się nie spotykać nikogo. sama Wetlina świeciła pustkami. to znaczy nie było problemu zjeść obiad, bo zawsze gdzieś znalazło się miejsce (ceny? szczerze- nie pamiętam).
    w październiku pojechałam na weekend w Bieszczady polować na jesień. trochę się jednak pospieszyłam. ale i tak było cudnie.
    (o! tu mam link, w razie razu; http://marharetta.blogspot.com/2015/10/w-srode-poznawym-wieczorem-byam-jak.html#comment-form)
    nocowaliśmy w Zatwarnicy, czyli na końcu świata :)) a na pewno poza asfaltem :) uwielbiam takie klimaty.
    tam faktycznie było trochę tej dzikości. a zwłaszcza nocą (zresztą jadąc w Bieszczady nocą, dzikość wyłaziła z każdego zakamarka drogi)
    niestety w tamten weekend polowanie na jesień, było uskuteczniane przez wielu, wielu ludzi. na Tarnicę nie wlazłam ze względu na tłum (szliśmy z Wołosatego czerwonym szlakiem przez Przełęcz Bukowską itd. ten szlak był pusty) nie było mi żal, bo Tarnica mnie aż tak nigdy nie urzekała (może własnie dlatego, ze zawsze jest tam trochę ludzi).
    dzikości na Tarnicy w każdym razie zero. tak samo jak było jej zero, kiedy pojechaliśmy do Wetliny na obiad. żadnego wolnego miejsca. wszędzie pełno ludzi, prawie jak na Floriańskiej (brr).
    Bieszczady oczywiście stały się bardziej zadeptane niż kiedyś. na szczęście daleko im jeszcze do niektórych tatrzańskich szlaków. chociaż. i tam bywałam zaskoczona. wszystko zależy od pory roku. może od pogody, a może od szczęścia.
    nie mam porównania do bardzo, bardzo dawnych czasów, więc tą dziką dzikość tez inaczej pamiętam.
    mam jednak nadzieję, ze Bieszczady nie zrobią się Krupówkami. póki co chce mi się w nie wracać. o! w zimie jeszcze tam nie byłam :)

    1. hegemon Autor wpisu

      Masz duże doświadczenie z Bieszczadami, ja mam tam zdecydowanie dalej. Dzikość Bieszczad z dnia na dzień nie zniknie całkowicie, ale ubywa jej bardzo systematycznie. Zaskoczyły mnie przede wszystkim ceny, zdecydowanie wyższe niż w innych polskich górach (poza Tatrami, bo tam nie byłem od lat). Sądzę, że Bieszczady dość szybko zmierzają drogą Zakopanego i Tatr. Natomiast byłem w Ukraińskiej części Bieszczad i tam rzeczywiście jest dziko, a przez to pięknie. Bez porównania piękniej. Zresztą i u nas wystarczy pojechać w Beskid Niski, aby odczuć znaczną różnicę.
      Też mam ochotę pojechać w Bieszczady zimą, widziałem zdjęcia, a chcę zobaczyć na żywo. Trochę zmartwił mnie gospodarz, u którego mieszkaliśmy, że zimą, to nawet w Bieszczadach nie ma śniegu…

      1. ~marharetta

        ja na ceny nie zwróciłam uwagi. to znaczy nie zarejestrowałam jakiejś mega drożyzny. po prostu wydały mi się porównywalne do innych miejsc.
        a może to kwestia tego, ze spodziewałam się ich takich już podczas rezerwowania noclegu w Wetlinie, który wtedy tanio wcale nie wypadł. (a żadnych luksusów nie było)
        wydaje mi się, ze Wetlina po prostu zrobiła się taką miejscówką, jak np….hm…. Międzyzdroje. oczywiście z tym porównaniem przesadziłam. ale. to tak jak Polańczyk czy Solina w niskich, tak Wetlina jest tym samym w wysokich.
        dlatego, jak szukać noclegu, to gdzieś poza :))
        niestety. ze śniegiem w Polsce jest coraz gorzej. z rokiem na rok zimy coraz bardziej skąpe, a mnie się to wcale nie podoba. ale co poradzić.
        ukraińskie… ech. zazdroszczę. też słyszałam, ze tam jest wspaniale. może kiedyś i tam się doturgam :)
        ps. na pewno gdybyś był w Zatwarnicy, to o komercji byś nie pomyślał. jestem pewna, ze jest jeszcze mnóstwo takich miejscówek w Bieszczadach.
        ps2. tak pogoda w październiku była cudowna. ale bukowe drzewa wciąż jeszcze stały zielenią, więc nie wstrzeliłam się, jeśli chodzi o „rasową” jesień we Bieszczadach, ale to nic, bo i tak było pięknie. :)

        1. hegemon Autor wpisu

          Na ceny zwróciłem uwagę w porównaniu z zeszłoroczną Szklarską Porębą. Zaskoczyło mnie, że Wetlina i okolice są aż o tyle droższe. Szkoda, że wcześniej nie słyszałem o Zatwarnicy, bardzo lubię takie miejscówki. Z drugiej strony zyskałem doświadczenie, co też się liczy :-) A na kolorowe buki w górach można liczyć dopiero pod koniec października i jeszcze trzeba mieć wtedy szczęście do pogody. Miałaś tak piękną pogodę, że brak tych kolorowych buków chyba nie był dokuczliwy :-)

  3. ~Beta

    Najbardziej dzikie Bieszczady były w początku lat 80.-tych, kiedy to jako studentka, chyba II roku wybrałam się na obóz wędrowny. Codziennie długa trasa wyłącznie piesza z plecakiem i kotłem do gotowania posiłków, codziennie nocleg w innej bazie harcerskiej (namioty wojskowe i prycze, sławojka i mycie garów oraz siebie (włosów też) w strumyku górskim.). Gotowanie jedynego ciepłego posiłku na ognisku (makaron i konserwa turystyczna) na deser herbata ze świeżej bieszczadzkiej mięty zajeżdżająca tłuszczem konserwy, bo mycie kotła odbywało się tylko przy współudziale piasku. Droga nocą do sławojki zawsze najeżona niebezpieczeństwem – spotkania z misiem nie należały do rzadkości, pewnej nocy nawet uciekaliśmy z namiotu, bo misiek wpadł pobuszować. Noce z gitarą, śpiewy do ran, gawędy bazowych i innych grup wędrujących. Bieszczadzkie romanse. Leżenie na polanie i oglądanie miliona gwiazd i Drogi Mlecznej przy pomocy latarki. Słodkie jak miód pocałunki. Śniadaniowy dżem session – chleb posmarowany dżemikiem. Salamandry, żmije na szlaku, motyle i maliny. Połoniny. Upał. Rzadko spotykaliśmy ludzi na szlaku (nasza grupa liczyła około tuzina osób). BAJKA. To se newróti, dlatego w Bieszczadach byłam jeszcze raz, chyba w późnych latach 90-tych i to by było na tyle. :-) Pozdrawiam, jakież wspomnienia obudziłeś!

    1. hegemon Autor wpisu

      Widzę, że obudziłem masę wspomnień. Bieszczady są górami, które wywołują emocje. Nie ma drugich takich gór w Polsce, z taką legendą. Niestety, to se ne wrati, chociaż niedźwiedzia, salamandrę i żmiję można tam jeszcze spotkać. Ale jeżeli ma się takie piękne wspomnienia, jak opisałaś, to chyba nie należy wracać teraz w Bieszczady, to jest całkiem inne miejsce. Ewentualnie można jeszcze pojechać na Ukrainę :-)

  4. ~Aga

    W Bieszczadach nie byłam, choć chciałam… I chcę nadal. Ciekawy ogromnie ten Twór reportaż. Tak całkiem w kontekście oczekiwań i konfrontacji z rzeczywistością;-) taka ciągle idylla dzikości troszkę mi się pochyliła i odczarowała… I bardzo dobrze. Wiem, gdzie będę i co dostanę. Bardzo dobrze się Ciebie czyta:) pozdrawiam i czekam na następne reportaże.

    1. hegemon Autor wpisu

      Jeżeli szukasz dzikości – jedź w Beskid Niski. Jeżeli nigdy nie byłaś w Bieszczadach, to wybierz się tam, bo są to piękne góry, mocno już dobrała się do nich komercja, ale nadal są i będą piękne.
      Dzięki za dobre słowa :-)

  5. ~Dama Kameliowa

    Zdania w kwestii Bieszczad nie wyrażę, bo mimo że zjechałam kawał świata to tam nie dotarłam :-( Zrewanżuję się natomiast własną historią o wilkach. Trafiłam kiedyś do dość zapomnianej wsi w Beskidzie Sądeckim. Obok wsi grasowała od lat wataha wilków, a gospodarz, u którego mieszkałam miał sukę – owczarka niemieckiego . Tak się stało, że suka „wpadła w oko” pewnemu wilkowi, co zaowocowało narodzinami pso-wilków. U gospodarza ostał się jeden z potomków – niesamowity: podobny do owczarka, a zarazem o wilczych proporcjach… Miał urzekające wilcze oczy i był najbardziej inteligentnym i „komunikatywnym” psem(?), jakiego spotkałam w życiu :)
    P.S. A Twoja opowieść – jak zwykle – bardzo ciekawa :)

    1. hegemon Autor wpisu

      Nigdy nie spotkałem wilków, ani mieszańców psów z wilkami. Twoja historia o wilkach jest romansem, a moja horrorem :-)

      1. ~Dama Kameliowa

        Każdy widzi to, co chce zobaczyć :) Ale nie żartując – wilki zaczęły być dość powszechne w niektórych rejonach zachodniej Polski, więc wszystko przed Tobą w kwestii spotkania z wilkiem.

        1. hegemon Autor wpisu

          Czytałem artykuł Wajraka o wilkach i wynika z niego, że od lat, mimo ochrony, populacja wilka u nas nie rośnie, więc nadal nie tak łatwo go zobaczyć. Trzeba by się pewnie wybrać z kimś, kto zna wilcze obyczaje…

          1. ~Dama Kameliowa

            Podobno wilki wędrują. W samym Zachodniopomorskiem żyje ich ok. 60… :) W lutym pojawiły się nawet nieopodal Szczecina. Znam też osobę, która natknęła się na wilki podczas spaceru w lesie, ale to miało miejsce w Lubuskiem… Więc chyba wszystko zależy od regionu i szczęścia :)

          2. hegemon Autor wpisu

            Zależy od regionu – dla mnie Lubuskie, jak i Bieszczady, to szmat drogi. A w łódzkim się jeszcze nie pojawiły i raczej nie pojawią. Wilki potrzebują dużych kompleksów leśnych, a w okolicach Łodzi, takich się nie stwierdza…

  6. ~oto ja

    Bieszczady – Myczkowce – ośrodek, do którego się przepływało promem, pyszne lody w Lesku, jaszczurki przed domkiem, jakieś muzeum przyrodnicze w Ustrzykach i trzy tygodnie laby ok 20 lat temu. Było miło lecz dość dawno. Może warto by wrócić? Tylko – w sezonie nie polecasz, a ja po sezonie raczej nie mogę ze względu na pracę. A na weekend trochę daleko ……… Chociaż – nigdy nie mów nigdy ;)
    Pozdrawiam ;)

    1. hegemon Autor wpisu

      W sezonie podobno tłumy, tak tłumaczył gospodarz. Można spróbować gdzieś poza popularnymi miejscami – wtedy trochę daleko w Bieszczady Wysokie, ale może poza nimi jest jeszcze dawna atmosfera?
      Tylko nie wiem, czy chcesz skonfrontować wspomnienia z rzeczywistością?

      1. ~oto ja

        No właśnie. Kilka lat temu skonfrontowałam wspomnienia z wczesnego dzieciństwa dotyczące Jarmarku Dominikańskiego i się nie zawiodłam. Może więc i Bieszczady po latach te same?

        1. hegemon Autor wpisu

          Nie umiem Ci odpowiedzieć. Musisz sama sprawdzić. Ja po 20 latach widzę dużą różnicę, ale lepiej słuchać samej siebie, a nie rad innych :-)

  7. ~jotka

    Wilki pojawiły sie tez w lasach bydgoskich, mój wujek spotkał je na grzybach…
    Bieszczady budzą we mnie skrajne emocje, ja nie byłam, ale nasłuchałam sie tylu różnych opowieści, że głowa mała, a wyobraźnia działa. Podobno Bieszczady sie kocha lub nienawidzi.
    Pożyjemy, zobaczymy:-) w tym roku Szwajcaria czeska, już zarezerwowałam noclegi :-)
    Pozdrawiam :-)

    1. hegemon Autor wpisu

      Każda legenda budzi emocje, a Bieszczady są legendą. Trochę wypaloną, ale zawsze… :-)
      Gdzie będziesz mieszkać w Szwajcarii? Już Ci zazdroszczę wyjazdu

  8. ~Agnieszka Wieczorek

    A ja przyznaję się bez bicia, że za Bieszczadami nie przepadam, choć widoki są tam piękne. O wiele bardziej wolę Tatry, Pieniny czy też Gorce. W Bieszczadach i okolicy najbardziej podobają mi się… stare cerkwie. Uwielbiam Szlak Architektury Drewnianej i przede wszystkim to nim poruszam się na tych terenach. :)

    1. hegemon Autor wpisu

      Szczerze napisane. Ja mam bardzo mieszane uczucia co do Bieszczadów. Z jednej strony lubię tamtejsze widoki, z drugiej przeszkadza mi ich gloryfikacja. A do starych cerkwi też dotarłem :-)

  9. ~Maks

    Bieszczady nie są już dzikie jak kiedyś. Na bieszczadzkich szlakach można spotkać sporo turystów, w przeciwieństwie do Beskidu Niskiego, który mi poleciłeś w tamtym roku.
    Jeśli chodzi o lokalne produkty, to w dzisiejszych czasach chyba trudno o takie. Oscypki kupimy w Zakopanem, Karpaczu czy.. Sopocie. A regionalne piwa z małych browarów można kupić w hipermarketach.
    Trochę szkoda, że tak jest, ale komercja jest wszędzie.
    Pozdrawiam:)

    1. hegemon Autor wpisu

      Na szczęście Beskid Niski pozostaje nadal dziki. I dolina Sanu, którą odkryłem w tym roku.
      Przed komercją się nie obronimy, nie widzę szans, ale można minimalizować jej skutki. Chociaż to piwo BiesCzadowe całkiem niezłe :-)

      1. ~Maks

        Nie piłem tego piwa, może kiedyś spróbuję:)
        Przez wiele lat piłem tylko komercyjne piwa, często z puszek. Ostatnio znajomy poczęstował mnie regionalnymi piwami. Tak mi się spodobały, że teraz piję tylko regionalne i tylko z butelek.

        1. hegemon Autor wpisu

          Ja już kilka lat temu przeszedłem na piwa regionalne i rzemieślnicze. U Ciebie jest browar Kormoran, oni robią naprawdę świetne piwa :-)

          1. ~Maks

            Na razie jestem świeżakiem, jeśli chodzi o piwa regionalne, ale piłem kilka piw Kormorana. Najbardziej smakował mi witbier.
            Myślę, że jeszcze sporo nowych browarów regionalnych przede mną:)

  10. ~tuv

    Bieszczady znam od tej drugiej,dzikiej strony.
    We wspomnieniach.
    A były to lata dość dawne.Jeździłam na obozy harcerskie,przeszłam wzdłuż i wszerz i co to była za atrakcja jazda obwodnicą bieszczadzką!
    Dwernik ,gmina Lutowiska, w zakręcie Sanu po jego dzikszej stronie.
    Nawet stadko dzikich koni wypijających nam herbatę z kotła a potem galopem przez mgłę obozowiska było mi dane;)))
    Maszerowało się dzień cały a człowieka nie uświadczyłeś. Nieliczne wiejskie sklepiki, a spanie najlepiej w śpiworze pod chmurką.Fajne wspomnienia.
    Od pewnego czasu zaczynam ponowną eksploracje tych obszarów. Mam koleżankę w Sanoku jako bazę wypadową;).
    ALe najdalej mnie zawiało do Soliny. jaka zmiana…ale mamy wszak XXI wiek;)

    1. hegemon Autor wpisu

      Wiem, że Bieszczady, szczególnie we wspomnieniach harcerskich, to niemal legendarna ziemia. I taką zapewne była. Teraz rosną tam kurorty i jest to proces nieuchronny. Niestety, na popularnych obszarach turystyka masowa wypiera turystykę zrównoważoną. Przecież i Tatry miały swój czas pionierski, a od dawna nikt nie nazwie ich dzikimi :-)

  11. ~Daria

    Wróciłam wspomnieniami wstecz i takie mi się nasunęły wnioski. W Bieszczadach pierwszy raz byłam jako dziecko w l.90, zatem największy okres dzikości miały już za sobą. Ale mimo to jestem jeszcze w stanie zaobserwować zmiany. I teraz do sedna. Powstają hotele spa, slow foody, znikają te bardziej spartańskie miejsca. Dojazd coraz łatwiejszy, ludzi coraz więcej. W okresie wakacyjnym po prostu nie warto iść na połoniny. Ale czasem wystarczy udać się na Otryt, Rabią, żeby nie spotkać prawie nikogo. Po sezonie jeszcze można liczyć na ciszę. Bieszczady stały się modne przez swój klimat i ten klimat przez to tracą. A o Niskim cicho sza, żeby się tłumy nie zwiedziały ;)

    1. hegemon Autor wpisu

      Racja są w Bieszczadach jeszcze klimatyczne miejsca. I one pewnie uchowają się na dłużej, ponieważ tłumy będą pędzić na najbardziej popularne szlaki w Parku Narodowym. A ponieważ wokół rośnie coraz bardziej luksusowa infrastruktura, to Bieszczady staną się kurortem dla bogatych (już powoli tak jest).
      Niskiemu, chyba taki zalew turystyki nie grozi. Zbyt wiele w pobliżu jest miejsc, gdzie tłumy pojadą w pierwszej kolejności I dobrze :-)

  12. ~ariadna

    Trudno byłoby mi polemizować – nigdy nie byłam w Bieszczadach….
    Niemniej zachęciłeś mnie do poznania tego, czego nigdy nie miałam okazji podziwiać ;)

  13. Lena Sadowska

    Witam.

    Mnie też dopada często taka tęsknota za dziczą. Przykro czytać, że świat z dziecięcych wspomnień się cywilizuje… Jeszcze bardziej przykro to oglądać…

    I zgadzam się z Tobą – jesienny las jest najpiękniejszy… Nie mam bukowego – inna Kraina – ale znam rykowiska jeleni, bobrze igraszki, łosiowe pogonie i wiele innych atrakcji. Mam też za sobą spotkanie z wilkiem, ucieczkę przed żubrem, a nawet – paniczne zwiewanie przed lochą :)

    Jak czytasz – jestem zakochana w tej mojej Krainie… Co nie znaczy, że tylko w niej. Jeśli chodzi o zakątki świata – mam bardzo pojemne serce :)

    Pozdrawiam :)

    1. hegemon Autor wpisu

      Niestety, świat nieuchronnie się cywilizuje, ale ja ciągle szukam dzikich miejsc i w dalszym ciągu je znajduję. Wiele jest ich tuż za Polską granicą, ale i w Polsce też coś jeszcze się znajdzie :-)
      Widzisz, ja rykowiska jeleni nigdy nie widziałem, w moich okolicach tylko sarny, łosia spotkałem na szosie koło Warszawy, a wilka nawet nie słyszałem… Piękna jest Twoja kraina :-)

      1. Lena Sadowska

        Nic straconego.
        Byle zdrówko i chęci były :)
        A co do cywilizowania się…
        Na mojej prywatnej liście piosenek wszechczasów już od bardzo dawna pierwsze miejsce zajmuje „Pamiętajcie o ogrodach” J. Kofty.

        Pozdrawiam :)

  14. Ultra

    Zatrzymałam się kiedyś u gospodarza, który miał sąsiada, człowieka dymu. Pytałam, co robi, odpowiadano że od trzeciej rano łapie dymy. Kiedy zrobi się niebieski, oznacza, że piec produkuje popiół, więc zalewa się wodą i wygasza przez dwadzieścia godzin. Zanim tego wszystkiego nie zobaczyłam, nie miałam pojęcia, jak trudną pracą jest zrobienie węgla drzewnego do wędzenia wędlin. A jak smakują i jak pachną tak uwędzone…

    1. hegemon Autor wpisu

      Mam znajomego, który wędzi. Czasami coś skapnie z jego stołu i zawsze jest to boskie :-) Wiem, o czym mówisz :-)

      1. ~Kneź Okrutnik

        Trzeba było by w Nałęczowie! By coś skapnęło i dymienie też było!!! :D :D :D

  15. ~Martyna

    No nie wydaje mi się, żeby słynne Bieszczady zachowały dzikość, którą opisujesz. Wszędzie komercja, dokładnie…

    Muzyka kompletnie nie moja, ale wiadomo, kwestia gustu :) Czytając Twój tekst, ponownie zaświtała mi w głowie wizja książki, grubej książki, z widocznym napisem na grzbiecie – Dawid Lasociński, po którym nastąpiłby zachęcający tytuł jakiejś opowieści, może podróżniczej…

    Z tą refleksją pozostawiam na koniec –
    Ciepełka
    Martyna

    1. hegemon Autor wpisu

      Do EKT został mi sentyment. Tak to jest, gdy muzyka wiąże się z fajnym wydarzeniem :-)
      Muszę Ci się w tajemnicy przyznać, że wróciłem dopisania książki. Idzie mi to bardzo kulawo i niesystematycznie, ale piszę. I nie będzie to opowieść podróżnicza… :-)
      Jeżeli napiszę, wydam, to będę wiedział komu zawdzięczam motywację :-)

  16. ~Stokrotka

    Bardzo chciałabym coś napisać o Bieszczadach. Ale nie znam ich prawie wcale, więc podziękuję Ci tylko za ciekawy tekst i zdjęcia.

    1. hegemon Autor wpisu

      Ooo, niewiele osób nie zna tych gór. Ale z drugiej strony Bieszczady leżą na samym krańcu Polski i niełatwo tam dotrzeć

  17. ~parrafraza

    W Bieszczadach byłam wiele, wiele lat temu. I choć jeżdżę w góry różnorodne od wielu lat, tam jakoś nigdy nie wróciłam. Więc żyją sobie nadal w mojej wyobraźni przepiękne, dzikie i nieskomercjolizowane…

  18. ~elżbieta

    Pięknie przedstawiłeś uroki Bieszczad.
    Chcieliśmy pojechać tam w 1988 roku. Takie mieliśmy plany, ale wysiadł samochód i skończyła się wyprawa na tym etapie. Nigdy tam nie dotarliśmy.
    Pozdrawiam Hegemonie:)

    1. hegemon Autor wpisu

      Ciężko dotrzeć w Bieszczady czymkolwiek innym, niż własnym samochodem. Popsucie auta przed podróżą, to smutne…

  19. ~Ewa (Ind)

    Kiedy tam ostatnio byłam (w zeszłym stuleciu) było dziko. Żeby kupić chleb nie wystarczały pieniądze, trzeba było się zapisać. Eh, pięknie było.

  20. ~Vineta

    Właśnie dzisiaj wróciłam z Bieszczad i tak jakoś przypadkiem weszłam na ten blog.
    A oto moje wrażenia:
    Ostatni raz w Bieszczadach byłam dokładnie 10 lat temu (a wcześniej jeszcze dwa razy) i nie zgodzę się z tym że te dzikie Biezsczady nie są dzikie, ciesze się że nie ma tu komercjii, żadnych drogich wielogwiazdkowych SPA itp., które drażnią mnie już samą ceną za noc. Na szlaku z Balnicy do Roztok Górnych przez 4,5 h wędrówki spotkaliśmy jednego turystę (Słowaka), Cisna dalej ma swój klimat gdzie z knajpek gdzieniegdzie słychać Stachurę , cerkwie stare i zapomniane na odludziu choć przecież Bieszczady były przed armagedonem ,,Wisła” bardzo zaludnione , miejscowi artyści, rzeźbiarze, a w tym roku spotkałam Kirgiza Andrijja (ma swoje miejsce w miejscowości Polanki na parkingu) i ich niesamowite opowieści, a czy płynęliście kiedyś z bosmanem łódką po Solinie, to ten człowiek opowiedział mi kiedyś o Biezsczadach, Solinie, ‚ pokazał” Julka z Horodka króła Bieszczad , i ten Bosman opowiedział nam jak zostać prawdziwym Bieszczadnikiem (zaskakujące), to tu komórka rzadko ma zasięg a burza w Bieszczadach jest niezapomniana itd o wyjatkowości Bieszczad mogę pisać długo, a nocleg tym razem w niesamowitym miejscu Dołżyca (Cisna) domki późny Gierek ale jakie widoki,cena śmiesznie niska (44 zł z wyżywieniem!!!!, a wjazd do ośrodka przez rzekę , gdy Solinka przybiera wyjazd jest niemożliwy , szkoda że tak się nie stało bo jutro muszę wrócić do pracy,
    W Moim przewodniku po Bieszczadach (Pascal rok 2001), byłam wtedy pierwszy raz czytam :”Bieszczady albo się kocha albo się ich nie zauważyło”
    Podróżowałam z tym samym przewodnikiem i mapą i tak naprawdę nic sie nie zmieniło, wiec kto tu mówi o komercji?
    Gorąco polecam -Wakacje dopiero się rozpoczęły.
    Pozdrawiam
    Vineta

    1. hegemon Autor wpisu

      Cieszę się, że się ze mną nie zgadzasz i polemizujesz :-) Taki był mój zamiar – wywołać dyskusję. Nie udało się aż do teraz :-) Znasz Bieszczady zdecydowanie lepiej niż ja. Pisałem w porównaniu do Gór Izerskich i do Beskidu Niskiego. Te pierwsze wydawały mi się bardzo komercyjne i w zeszłym roku zdziwiłem się, że nie są. Beskid Niski jest obecnie najbardziej dzikim miejscem w Polsce.
      W Bieszczadach płaciłem 50 zł za sam nocleg w Wetlinie i wokół wielkiego wyboru nie było. W każdej knajpce, nawet najlichszej – drożej niż w Łodzi. To w Szklarskiej Porębie miałem zdecydowanie taniej. SPA też są – chociażby tzw. gród Chreptiów. Zgadzam się, że są jeszcze miejsca dzikie, że są miejsca tanie, ale serce Bieszczad Cisna, Wetlina i Ustrzyki powoli zmierzają do statusu mocno komercyjnego. Pewnie gdybym miał bliżej w Bieszczady, gdybym tam częściej bywał, to też bym odkrył miejsca magiczne, ale niestety – dla mnie jest bardzo daleko i pewnie wybiorę inne góry.
      Cieszy mnie, że każdy inaczej postrzega Bieszczady, tak chyba powinno być w każdym przypadku ? Pozdrawiam :-)

  21. ~joujou

    W moim przypadku,Bieszczady były w ubiegłym roku,po raz drugi w życiu. Pierwszy pamiętam jak przez mgłę (ok.40 lat temu) jeszcze w podstawówce,z rodzicami i inną zaprzyjażnioną rodziną.To były tzw. wczasy pod gruszą,a właściwie wczasy w drodze. Nie pamiętam już dokąd ostatecznie zmierzaliśmy.Raczej to było na zasadzie objazdówki i po drodze,przystanek w Bieszczadach.W pamięci została mi Solina i nocleg gdzieś po drodze, nad strumieniem,na skraju lasu pod namiotem.Pstrągi w płytkim potoku… no to wtedy była jeszcze taka prawdziwa naturszczyzna.
    Rok temu i my zaliczyliśmy objazdówkę-przemierzyliśmy 2700km.Pierwszym naszym celem była Jura Krakowsko-Częstochowska,potem Bieszczady,Łańcut,Sandomierz,Lubelszczyzna i do domu.W każdym z miejsc noclegowych jeszcze wiele wyskoków bliższych i dalszych po okolicy.
    Wracam jednak w Bieszczady,te współczesne,w sezonie letnim.
    Szwagierka przed wyjazdem,zniechęcała nas jak tylko mogła:NUDY…… Oni kochają Tatry,a w zasadzie Krupówki więc Podlasie to dla nich koniec świata :-) O gustach się nie dyskutuje,ale wspólne wyjazdy to już zamknięty rozdział.
    Nocowaliśmy w Myczkowie,rzut beretem od Polańczyka.Zarezerwowałam 4 noclegi(teraz wiem,że mało).
    Płaciliśmy 40pln/os. za noc,ale warunki bardzo wygodne. W sumie,jak już wspominałeś Hegemonie,niby ten pokój nie ma większego znaczenia,bo rano robimy wypad i wracamy skonani.Jednak my już jesteśmy w takim wieku,że cenimy sobie w miarę wygodne łóżko,łazienkę w pokoju i ładny widok za oknem.Tam jeszcze był taras,na którym mogłam podziwiać wschód słońca i wzgórza otulone poranną mgłą.
    Dlatego ze wzruszeniem czytam opowieści osób znających Bieszczady sprzed lat,ale nie wiem,czy dzisiaj
    chciałabym robić zapisy na chleb :D Poza tym,nie ma się co dziwić…te dzikie rejony robiły wrażenie na turystach,ale mieszkańcom było i jest trudno,bo z czegoś trzeba żyć?
    W swoich dość licznych podróżach po kraju stwierdziłam,że najdrożej jest tam,gdzie gospodarze zmęczen i zgiełkiem dużych miast i pracą w korporacji,uciekli na odludzia i zajęli się agroturystyką.
    Owszem,jest tam zawsze klimatycznie,interesująco,ekologicznie,ale drogo …
    Nie będę opisywać całego pobytu,ale pochwalę się,że na Tarnicę weszłam.Z naszej kwatery wyjechaliśmy
    wczesnym rankiem,bo do Ustrzyk kawał drogi.Myślę,że już po drodze,jadąc, można nacieszyć ślepka widokami,poczuć klimaty oraz małą porcję adrenaliny na bieszczadzkich drogach :-D
    Zatrzymaliśmy się w wiejskim,dobrze zaopatrzonym sklepie,gdzie mała wymiana zdań z miejscowymi też
    sprawiła mi radość.Potem pasące się hucuły i inne widoki.
    Wędrówkę rozpoczęliśmy niebieskim szlakiem od Wołosatego i tam też wracaliśmy.Ludzi było dużo( lipiec),ale mnie aż tak bardzo to nie przeszkadzało,bo każdy idzie swoim tempem.Poza tym,wędrujący
    zagadują,wspierają się na duchu i chwilami jest wesoło.Szczerze,wolę na szlaku spotkać człowieka niż misia :-)
    Upływ czasu,lat i kondycji coraz bardziej czuję w nogach i dla mnie powrót był dużo gorszy niż samo wejście.W drodze powrotnej ,młodzieńcy brali na plecy bale drewna i maszerowali w podskokach,a starszyżnie kolana dawały się we znaki.Po dotarciu na parking,wydudlałam duże piwo duszkiem,czym
    zaskoczyłam pana męża,który mógł tylko powąchać,bo kierowca :D
    Kolejnego dnia w planach były jeszcze połoniny,ale nogi na najniższych schodkach odmawiały współpracy.
    Tak więc była objazdówka i też fajne widoki:wędkarze jak mróweczki,w długich gumowych butach na Sanie,galeria sztuki w dawnej synagodze w Lesku,architektura na drewnianym szlaku,przepiękne architektonicznie cerkwie po drodze( niektóre odnajduję na Twoich zdjęciach).Dotarliśmy do Komańczy,a
    w drodze powrotnej zupa z soczewicy z kawałkami wędzonego pstrąga w Siekierezadzie-polecam.
    Sama Siekierezada zrobiła na mnie ogromne wrażenie.Nie mam porównania,bo słyszałam tylko z opowiastek jako o kultowym miejscu.Zasiedliśmy w prawie pustym ogródku.Prawie,bo obok nas piła kawę młoda,ładna dziewczyna i sympatycznie do nas zagadywała.Potem okazało się,że ona za chwilę ma swój wieczór bluesowy.Nie mogliśmy zostać,czego żałuję,bo jak potem sprawdziłam to dziewczyna daje radę :-)
    I jeszcze wspomnę o małym konercie w Baligrodzie,w dawnej cerkwi,którą próbują odremontować.
    Podłoga w rozsypce,odrapane ściany,a ludziska siedzieli na czym kto mógł,również na drewnianych belach.Zajrzałam tylko na chwilkę,bo czas nas gonił. Marzę o powrocie w Bieszczady,ale to może kiedyś…
    Przepraszam,że tak się rozpisałam i pozdrawiam :-)

    1. hegemon Autor wpisu

      Dzięki za tak długi opis, z wielką ciekawością go przeczytałem. Niestety, nie byłem teraz w Siekierezadzie i widzę, że jest czego żałować. Może bałem się rozczarowania…? Fajnie, że tak miło wspominasz ten wyjazd, że właściwie wszystko się udało, nawet to piwo po zejściu ze szlaku :-)
      Nie wiem, czy wrócę w Bieszczady, jeżeli tak, to raczej w Ukraińskie, bo tam jest naprawdę dziko. Jeżeli coś w Polsce, to zdecydowanie Beskid Niski. To nie są wymagające góry, ale klimat mają niepowtarzalny. A ja lubię, gdy jest mało ludzi.
      A gdybym miał porównać Bieszczady i Krupówki, to cóż, jadę w Bieszczady :-)

Możliwość komentowania jest wyłączona.