Archiwa kategorii: Opowieści

Miasto Archipelag, czyli życie po drugiej stronie szlabanu

Pociąg zatrzymał się, chociaż nie powinien. Zapowiadało się większe opóźnienie. Przyzwyczaiłem się. Od roku dojeżdżałem do pracy z Łodzi do Warszawy i nie miałem złudzeń, że opóźnienie, to znak firmowy PKP. Z nudów wyjrzałem przez okno. Gapiłem się na zamknięty szlaban i ludzi czekających na możliwość przejścia. Siąpił zimny, wczesnowiosenny deszczyk okrywając cały świat depresyjną szarugą. Wśród stłoczonych przed szlabanem ludzi wypatrzyłem mężczyznę trzymającego na postronku krowę. Nie potrafię wyjaśnić, dlaczego właśnie jego tak dobrze zapamiętałem. Może z powodu kontrastu? Z jednej strony ja, w eleganckim stroju, siedzący w ciepłym przedziale pociągu, z drugiej on w gumofilcach i drelichu, marznący na deszczu. Zastanawiałem się kto z nas jest szczęśliwszy. Jego myśli nie miałem szans poznać, a ja… cóż, praca w stolicy generowała wysokie przychody i jeszcze wyższy poziom stresu, była prawdziwym Mordorem.szlaban kolejowy

 

Czytaj dalej na nowym blogu…

Podróż z kaczorem – zwiedzamy okolice Wielunia

Droga wyglądała znajomo, skręciłem w nią bez wahania. Niestety, wyprowadziła nas w pole. Musiałem zawrócić.

– Hegemonie, dlaczego nie zapytasz kogoś, gdzie jechać? – zdziwił się Sławek

– Przecież mam mapę!

– No zupełnie, jak mój brat! Będzie błądził przez pół dnia, ale o drogę nie zapyta, nikogo!

– Wiem, jak jechać, tylko się pomyliłem – odparłem z wielką pewnością siebie, chociaż w głębi duszy czułem, że Sławek ma rację

– Widzisz Sławku – odezwała się z tylnego siedzenia mama – Moje dzieci tak mają. Zawsze uważają, że racja jest po ich stronie i nie słuchają żadnych argumentów! Jestem ciekawa po kim to odziedziczyły, chyba po tatusiu, bo to on jest tak przeraźliwie uparty!

– Natomiast mama jest wzorem braku uporu i nigdy, ale to nigdy nie zapiera się przy swoim, tak?

Mama zamilkła, a ja skręciłem w kolejną drogę.

droga okolice wielunia

Czytaj dalej na nowym blogu…

Rzeka inna niż Wisła. Na Gwdzie z „krewnymi i znajomymi królika”

Od czasu do czasu moje kajakarskie ścieżki krzyżują się z grupą popularnie zwaną „krewni i znajomi królika”. Pływam z nimi rzadko, raz na kilka lat. Częściej nie dałbym rady, ze względu na władające grupą dwa żywioły – chaos i improwizację. Zazwyczaj takie przedsięwzięcia kończą się, zanim się zaczną. Od każdej reguły zdarzają się wyjątki, a „krewni i znajomi królika” są permanentnym wyjątkiem. Ostatnio byłem z nimi na rzece Gwdzie…

Gwda

 

Czytaj dalej na nowym blogu…

Kwiaty mamy – radość, troska i utrapienie

Pośród kwiatów kłębiło się mnóstwo różnobarwnych motyli. Widok godny uwiecznienia na fotografii. Nie mogłem go przegapić. Zmieniłem obiektyw w aparacie, nakręciłem filtr polaryzacyjny i przymierzyłem się do zdjęcia. Za daleko. Trzeba wejść pomiędzy kwiaty mamy. Ostrożnie rozchylam łodygi, uważnie stąpam pomiędzy, aby niczego, broń Boże, nie podeptać.kwiaty w ogrodzie

Znajduję skrawek wolnego gruntu, na którym można rozłożyć statyw. Tak, z tego miejsca powinienem mieć świetne ujęcie. Pochylam się ku wizjerowi aparatu i … prostuję się gwałtownie, gdyż jakieś żółte badyle łaskoczą mnie za uchem. Odsuwam je na bezpieczną odległość, łapię w kadrze motyla, który na sekundę zastygł w bezruchu. Jeszcze tylko ustawienie ostrości i… nagle, gdzieś zza plecami słyszę przeraźliwy krzyk. Podrywam się na równe nogi, potykam i ląduję w żółtych badylach, których tak starałem się nie podeptać. Aparat ze statywem lecą mi na głowę, a motyl odlatuje. Jestem pewien, że uśmiecha się szyderczo pod czułkami.

Czytaj dalej na nowej stronie bloga…

Porozmawiaj ze mną, proszę

Początkowo nie zwróciłem na niego uwagi. Siedział w kącie sklepu i jadł loda. Przyszedłem po pierogi, u pani Małgosi można kupić jedne z najlepszych w mieście.

-  Jakie dzisiaj pakujemy?

-  Z mięsem i oczywiście ruskie

Na słowo ruskie człowiek z kąta sklepu drgnął i podszedł bliżej.

-  Wy gawaritie pa ruski? – zapytał nieśmiałoflaga Bialorusi

Zajęty przeliczaniem pieniędzy, odburknąłem coś na odczepnego. Nie chciałem się przyznawać, że po rosyjsku wprawdzie mówię, lecz bardzo słabo. Jednak mężczyzna był natarczywy, wyraźnie starał się nawiązać dialog. Przeszkadzał, zadawał zbyt bezpośrednie pytania, wydawał się dziwny. Nie miałem ochoty na rozmowę, lecz gdy zapytał o tani nocleg, poświęciłem mu trochę więcej uwagi. Wyszliśmy przed sklep, wskazałem drogę. Myślałem, że teraz sobie pójdzie, lecz on przede wszystkim pragnął z kimś porozmawiać.

Czytaj dalej na nowej stronie bloga…

Wybór posiłku nie zawsze jest prosty

Po całym dniu spędzonym na rowerach byliśmy nieziemsko głodni. Siedzieliśmy w knajpce i z niecierpliwością czekaliśmy, aż podejdzie kelnerka i przyjmie zamówienie. W pełnej napięcia ciszy słychać było jedynie burczenie w żołądkach i miarowe skapywanie śliny z kącików ust. Po chwili, która wydawała się wiecznością, sympatyczna pani pojawiła się przy stolikach.

- Czy państwo już wybrali?

- Tak, tak, oczywiście, jasne! – rozległy się chóralne potakiwania.

Wydawało się, że kelnerka przyjmie zamówienie i… Niestety, wybór posiłku nie zawsze jest prosty, zwłaszcza gdy przebywa się w towarzystwie Kuzyna Tomusia. On, zanim cokolwiek zamówi, musi zadać całą serię…jedzenie papryka Czytaj dalej

Piach, foch i romantyczny dendrolog. Rowerowe Podlasie część 2

Krzyś Maruda w skupieniu wertował przewodnik.

- Ale bajer! – zakrzyknął znienacka – trzystuletnie sosny!! Koniecznie muszę je zobaczyć!

- Coś ty taki – dendrolog! – skrzywiła się Mała Asia.

- Zakochane drzewa? Niesamowite! – zachwycał się Krzyś

- Na dodatek romantyczny dendrolog!

Nie wiedzieć czemu w tym momencie Krzyś obraził się na całą grupę. Stwierdził, że się z niego wyśmiewamy i on w takim razie pojedzie sam oglądać 300 letnie sosny oraz zakochane drzewa. I pojechał. Nikogo nie zdziwił, przecież ten wyjazd był pełen obrażania, marudzenia i strzelania focha.

Podlasie

Na piachy Podlasia ten pojazd chyba by się lepiej sprawdził…

Czytaj dalej

Trudności lepiej wspominamy. Rowerowe Podlasie cz.1

- Wiesz, który rajd rowerowy najlepiej wspominam? – zapytała moja koleżanka Ewcia

- Nie mam pojęcia?

- Ten na Podlasiu.

Zdziwiłem się, gdy po raz pierwszy usłyszałem jej słowa, potem przywykłem. Na żadnym innym wyjeździe nie zostałem przez uczestników obdarzony taką porcją łez, focha, pretensji i obrażania się, jak 14 lat temu na Podlasiu. Nie po raz pierwszy się przekonałem, że to co trudne i wymagające, jest znacznie lepiej wspominane, niż wydarzenia lekkie, łatwe i przyjemne.Podlasie rowery

Od lat organizuję wyjazdy rowerowe dla znajomych. Jeździmy niedużą grupą, najwyżej dziesięcioosobową. Każda wyprawa jest inna, czasami dopisują dobre humory i dobre drogi, a niekiedy jest jak… na Podlasiu. Czytaj dalej

Kałkus u płota, czyli perypetii rodzinnych część 2

Odkąd mama odkryła dawnego krewnego, strasznego Szweda, Kałkusem zwanego, odwiedzała go, gdy tylko nadarzyła się okazja. Nic dziwnego. Kałkus wysłuchiwał opowieści rodzinnych bez okazywania znużenia, a i sam potrafił zadziwić znajomością koligacji i koneksji. Mosty, gdzie siedział Kałkus i Wieś, na której od wiosny do jesieni przebywała mama, dzieliła odległość zaledwie kilkunastu kilometrów, lecz aby ją pokonać, potrzebny był samochód z kierowcą. Niewielu udawało się namówić na podróż do Mostów, lecz mama nie ustawała w wysiłkach. Zawsze, gdy przyjeżdżałem na Wieś, słyszałem prośbę:

- Hegemonie, może byś mnie zawiózł do Mostów? Tylko na chwileczkę!

Wiedziałem, że chwileczka, to jest minimum pięć godzina, więc odmawiałem. Wydawało się, że nigdy nie poznam Kałkusa, gdy po 4 latach zdarzył się cud…

sieradzkie

Wiejskie krajobrazy

Czytaj dalej