Archiwa tagu: mama

Kwiaty mamy – radość, troska i utrapienie

Pośród kwiatów kłębiło się mnóstwo różnobarwnych motyli. Widok godny uwiecznienia na fotografii. Nie mogłem go przegapić. Zmieniłem obiektyw w aparacie, nakręciłem filtr polaryzacyjny i przymierzyłem się do zdjęcia. Za daleko. Trzeba wejść pomiędzy kwiaty mamy. Ostrożnie rozchylam łodygi, uważnie stąpam pomiędzy, aby niczego, broń Boże, nie podeptać.kwiaty w ogrodzie

Znajduję skrawek wolnego gruntu, na którym można rozłożyć statyw. Tak, z tego miejsca powinienem mieć świetne ujęcie. Pochylam się ku wizjerowi aparatu i … prostuję się gwałtownie, gdyż jakieś żółte badyle łaskoczą mnie za uchem. Odsuwam je na bezpieczną odległość, łapię w kadrze motyla, który na sekundę zastygł w bezruchu. Jeszcze tylko ustawienie ostrości i… nagle, gdzieś zza plecami słyszę przeraźliwy krzyk. Podrywam się na równe nogi, potykam i ląduję w żółtych badylach, których tak starałem się nie podeptać. Aparat ze statywem lecą mi na głowę, a motyl odlatuje. Jestem pewien, że uśmiecha się szyderczo pod czułkami.

Czytaj dalej na nowej stronie bloga…

Kałkus u płota, czyli perypetii rodzinnych część 2

Odkąd mama odkryła dawnego krewnego, strasznego Szweda, Kałkusem zwanego, odwiedzała go, gdy tylko nadarzyła się okazja. Nic dziwnego. Kałkus wysłuchiwał opowieści rodzinnych bez okazywania znużenia, a i sam potrafił zadziwić znajomością koligacji i koneksji. Mosty, gdzie siedział Kałkus i Wieś, na której od wiosny do jesieni przebywała mama, dzieliła odległość zaledwie kilkunastu kilometrów, lecz aby ją pokonać, potrzebny był samochód z kierowcą. Niewielu udawało się namówić na podróż do Mostów, lecz mama nie ustawała w wysiłkach. Zawsze, gdy przyjeżdżałem na Wieś, słyszałem prośbę:

- Hegemonie, może byś mnie zawiózł do Mostów? Tylko na chwileczkę!

Wiedziałem, że chwileczka, to jest minimum pięć godzina, więc odmawiałem. Wydawało się, że nigdy nie poznam Kałkusa, gdy po 4 latach zdarzył się cud…

sieradzkie

Wiejskie krajobrazy

Czytaj dalej

Koligacje rodzinne. Na tropie krewnych i powinowatych

Liczna familia mamy od wieków zamieszkiwała dworki dawnego województwa sieradzkiego. Kontakty urwały się po II wojnie światowej i pewnie nigdy bym o tych wszystkich wujkach, stryjkach oraz innych pociotkach nie usłyszał, gdyby nie pasja mamy do tropienia krewnych i powinowatych. Skutecznego tropienia. Każda wizyta u rodziców mogła być zdominowana przez opowiadanie o kolejnym odnalezionym członku rodziny. Tak też było i tym razemsieradzkie, wieś, pola

Czytaj dalej

Jak zostałem milionerem

Zostałem milionerem. Nie, nie wzbogaciłem się nagle, nic też nie ukradłem, ani nie zdefraudowałem – zostałem blogowym milionerem. Pod koniec lutego liczba unikalnych czytelników przekroczyła magiczną liczbę, na którą składają się jedynka i sześć zer. Niemal dokładnie po czterech latach systematycznego pisania i publikowania. Podziwiam sam siebie, za nietypową dla mnie wytrwałość. Sądzę, że milion, to wyśmienita okazja na krótkie podsumowanie…Blog roku 2013 Czytaj dalej

Podróż do Paryża, czyli jak zagwarantować sobie niecodzienną przygodę

Gdy dwóch dobrze zbudowanych panów, w sposób uprzejmy, acz stanowczy, zaprosiło mamę na rozmowę, wiedziałem, że będą kłopoty. Na szczęście to nie osoba mamy zaniepokoiła obsługę lotniska, lecz laska, na której moja rodzicielka wspierała się przez całą podróż. Konkretnie służby zainteresowały się metalowym mechanizmem umożliwiającym regulowanie wysokości laski. Zwrotu „umożliwiającym regulowanie” należało użyć w czasie przeszłym, a właściwie archaicznym. Przez pół godziny specjaliści od terroryzmu usiłowali dobrać się do wnętrza laski, jednakże ta twardo strzegła swoich tajemnic. Wreszcie zniechęceni machnęli ręką i puścili mamę wraz z laską wolno. Przypuszczałem, że wyjazd z rodzicami do Paryża będzie obfitował w przygody, nie spodziewałem się, że zaczną się już w hali odlotów.Notre Dame03

Czytaj dalej na nowym blogu…

 

Nieidealne wydarzenia wigilijne

Bardzo lubię Wigilię i Święta Bożego Narodzenia, chociaż nie zaliczam się do tradycjonalistów. Lubię przygotowania świąteczne, może dlatego, że nie jestem niewolnikiem porządków. Lubię kupować choinkę, potem ją ubierać i czuć jej zapach przez następny miesiąc w domu. Lubię przyrządzać karpia, piec sernik i pierniczki. Lubię zapach świątecznych wypieków, który towarzyszy przygotowaniom. Lubię samą Wigilię, choć atmosfera nie zawsze jest idealna i czasami dochodzi do konfliktów. Ciekawe, że właśnie te nieidealne wydarzenia, najdłużej pozostają w pamięci…Wigilia Czytaj dalej

Gdzie królowa Bona spotykała się z Byronem

Mama, jeżeli się czymś interesuje, robi to totalnie, przy okazji angażując wszystkich dookoła. Największą z największych pasji mamy są koligacje, a ponieważ zna wszystkich przodków i przodkinie od czasów panowania Stanisława Augusta, jej opowieści o dziejach rodziny ciągną się w nieskończoność, niczym brazylijskie telenowele. Pełno w nich najdrobniejszych detali, które mama z lubością cytuje, dziwiąc się niepomiernie, że nie jesteśmy w stanie spamiętać tak prostych i podstawowych faktów, jak chociażby daty pierwszej komunii prapradziadka Kaliksta, czy miesiąca, w którym została ochrzczona prapraprababcia Eufrozyna.

Rodzinny dworek. Zdjęcie z początku XX wieku

Rodzinny dworek. Zdjęcie z początku XX wieku

Czytaj dalej

Nawiedzony dom na Wsi

Mama lubi opowiadać. W każdej, wydawałoby się codziennej sprawie, potrafi odkryć pierwiastek niezwykłości. Nie przejmuje się przy tym logiką i rzeczywistością. Przyjemnie by się jej słuchało, gdyby nie dygresje, który należy ucinać w zarodku, zanim rozwiną się w opowiadanie wewnątrz opowiadania. Tym razem, gdy odwiedziłem rodziców na Wsi, zostałem uraczony historią o duchach.fot. Dawid Lasocinski Czytaj dalej

Straszna burza i nieodpowiedzialny tatuś

Zaparkowałem samochód przed domem na Wsi. Przywitała mnie niczym niezmącona cisza i zamknięte drzwi, rodzice gdzieś wybyli. Nie przejąłem się zbytnio. Wyciągnąłem klucz z tajnego schowka, wstawiłem wodę w czajniku i wkrótce z kubkiem gorącej herbaty w dłoniach siedziałem wygodnie na ogrodowej ławce. Pół godziny później pojawił się tata. Niedbale oparł rower o bramę i popędził do komnaty, aby włączyć telewizor. Za chwilę zaczynały się „Wiadomości”, czas, gdy ojca od ekranu telewizora nie odciągnęłoby nawet trzęsienie ziemi połączone z huraganem.

-   Mama pojechała oglądać zachód słońca – rzucił w przelocie i tyle go widziałem.Burza i nieodpowiedzialny tata fot.: Dawid Lasocinski

Czytaj dalej