Archiwa tagu: wieś

Miłe złego początki czyli weekendowy kurs hydrauliki

Zapowiadano ciepły i słoneczny weekend. Taki, na jaki z wytęsknieniem czeka się po zimnych i szarych dniach odchodzącej zimy. Weekend, który najlepiej spędza się na wsi w otoczeniu budzącej się do życia przyrody. Nie przypuszczałem, że zamiast podziwiania kiełkujących przebiśniegów i fotografowania sikorek, przejdę przyśpieszony kurs, na którym zapoznam się z praktycznym znaczeniem takich słów, jak śrubunek, pex i trójnik…

hydraulika_01

 

Czytaj dalej na nowym blogu…

Kwiaty mamy – radość, troska i utrapienie

Pośród kwiatów kłębiło się mnóstwo różnobarwnych motyli. Widok godny uwiecznienia na fotografii. Nie mogłem go przegapić. Zmieniłem obiektyw w aparacie, nakręciłem filtr polaryzacyjny i przymierzyłem się do zdjęcia. Za daleko. Trzeba wejść pomiędzy kwiaty mamy. Ostrożnie rozchylam łodygi, uważnie stąpam pomiędzy, aby niczego, broń Boże, nie podeptać.kwiaty w ogrodzie

Znajduję skrawek wolnego gruntu, na którym można rozłożyć statyw. Tak, z tego miejsca powinienem mieć świetne ujęcie. Pochylam się ku wizjerowi aparatu i … prostuję się gwałtownie, gdyż jakieś żółte badyle łaskoczą mnie za uchem. Odsuwam je na bezpieczną odległość, łapię w kadrze motyla, który na sekundę zastygł w bezruchu. Jeszcze tylko ustawienie ostrości i… nagle, gdzieś zza plecami słyszę przeraźliwy krzyk. Podrywam się na równe nogi, potykam i ląduję w żółtych badylach, których tak starałem się nie podeptać. Aparat ze statywem lecą mi na głowę, a motyl odlatuje. Jestem pewien, że uśmiecha się szyderczo pod czułkami.

Czytaj dalej na nowej stronie bloga…

Kałkus u płota, czyli perypetii rodzinnych część 2

Odkąd mama odkryła dawnego krewnego, strasznego Szweda, Kałkusem zwanego, odwiedzała go, gdy tylko nadarzyła się okazja. Nic dziwnego. Kałkus wysłuchiwał opowieści rodzinnych bez okazywania znużenia, a i sam potrafił zadziwić znajomością koligacji i koneksji. Mosty, gdzie siedział Kałkus i Wieś, na której od wiosny do jesieni przebywała mama, dzieliła odległość zaledwie kilkunastu kilometrów, lecz aby ją pokonać, potrzebny był samochód z kierowcą. Niewielu udawało się namówić na podróż do Mostów, lecz mama nie ustawała w wysiłkach. Zawsze, gdy przyjeżdżałem na Wieś, słyszałem prośbę:

- Hegemonie, może byś mnie zawiózł do Mostów? Tylko na chwileczkę!

Wiedziałem, że chwileczka, to jest minimum pięć godzina, więc odmawiałem. Wydawało się, że nigdy nie poznam Kałkusa, gdy po 4 latach zdarzył się cud…

sieradzkie

Wiejskie krajobrazy

Czytaj dalej

Dzikie życie – obiad upieczony w dole ziemnym

Rano wyruszam na poszukiwanie kamieni. Powinny być płaskie. Zadanie niby proste, gdyż tutejsze pola obfitują w kamienie. Świeżo zaorane wyglądają jakby ktoś posadził kamienie, a nie rośliny, aż dziw bierze, że cokolwiek na takiej glebie jeszcze rośnie. Jednak większość, to wapienie, zbyt kruche, aby długo utrzymywały ciepło. Szukam piaskowców. W jakim celu? Aby wieść dzikie życie!

na polach rosną kamienie

Na Wsi ziemia wydaje się rodzić wyłącznie kamienie…

Czytaj dalej

Nawiedzony dom na Wsi

Mama lubi opowiadać. W każdej, wydawałoby się codziennej sprawie, potrafi odkryć pierwiastek niezwykłości. Nie przejmuje się przy tym logiką i rzeczywistością. Przyjemnie by się jej słuchało, gdyby nie dygresje, który należy ucinać w zarodku, zanim rozwiną się w opowiadanie wewnątrz opowiadania. Tym razem, gdy odwiedziłem rodziców na Wsi, zostałem uraczony historią o duchach.fot. Dawid Lasocinski Czytaj dalej

Syzyfowe prace, czyli dziecięce tsunami

Nadejście kalendarzowego lata jest kwestią zaledwie kilku dni. Lato to wakacje, a wakacje kojarzą mi się ze Wsią, panującą tam ciszą, spokojem, życiem bez pośpiechu, ciepłymi nocami, wszechobecnymi komarami oraz wiekową chałupą, którą przed laty nabyła siostra ze szwagrem. Ich dzieci były jeszcze małe, gdy pewnego wieczoru czekaliśmy na wizytę Jeżynowskich…bez lilak wies Czytaj dalej

Remonty ze starego zeszytu

Pożółkłe kartki zeszytu zapisano starannym pismem. Równe linijki tekstu przeplatały się ze schematami technicznymi oraz kolumnami cyfr. Tata przerzucił kolejną stronę, poprawił okulary na nosie i przeczytał

- Otynkowaliśmy dom…

- Ooo, na to zupełnie się nie godziłam, ale tatuś się uparł!

Według tego schematu rodzice rozmawiali już od pół godziny. Ojciec odczytywał zapiski z kolejnej inwestycji na Wsi, mama za każdym razem kategorycznie twierdziła, że była przeciwna…

Czytaj dalej

Kombatancki wyjazd na Wieś

Lekarz długo i uporczywie wpatrywał się w moje oczy. Był okulistą, miał do tego prawo. Wreszcie chrząknął, mądrze zmarszczył czoło i rzekł:

- Doskonale! Naprawdę doskonale! Teraz proszę odpoczywać…

- Zamierzałem wyjechać na wieś, panie doktorze…

- Świetny pomysł! Czyste powietrze, oczy będą szybciej się goić, tylko proszę pamiętać, przez najbliższe dwa tygodnie żadnego wysiłku!

Ze zwolnieniem lekarskim w kieszeni wyszedłem na ulicę. Radość mieszała się z wyrzutami sumienia. W ciągu kilkunastu lat pracy w firmie, tylko raz skorzystałem z chorobowego i przez trzy dni nie było mnie w biurze. Teraz aż dwa tygodnie nieobecności, jak oni sobie beze mnie poradzą?! Paniczne myśli próbowałem ułagodzić logicznym rozumowaniem. Tłumaczyłem sobie, że po laserowej korekcji wzroku i tak w niczym bym nie pomógł. Zamiast –10, miałem +4, odczytanie największych nagłówków w gazetach wymagało wyciągnięcia ręki na całą długość, reszta tekstu i tak pozostawała jedynie rozmazaną plamą. O pracy na komputerze nawet nie miałem co marzyć…

Czytaj dalej

Dzwonię i dzwonię do Ciebie, czyli relacja mamy z podróży

Czerwona lampka pulsowała rytmicznie. Nietrudno było ją zauważyć wchodząc do pustego i ciemnego mieszkania. Wiedziałem kto się nagrał. Odruchowo uruchomiłem klawisz odtwarzania:

Hegemonie, dzwonię i dzwonię do ciebie, ale nie mogę cię zastać. Próbowałam dzwonić wczoraj, ale ciebie nie było, dzwonię dzisiaj i też ciebie nie ma. Mam do ciebie kilka ważnych spraw, więc zadzwoń jak wrócisz. Będę siedziała w domu, tak gdzieś od godziny osiemnastej i czekała na telefon od cioci Hani. Ma dzwonić w bardzo ważnej sprawie, więc będę na tę wiadomość czekała. To na razie. Aha, dzwoniłam do ciebie również przedwczoraj i też ciebie nie było. Do widzenia.

Mama zawsze nagrywała się na sekretarkę automatyczną, jakby rozmawiała z żywym człowiekiem. Mówiła długo, wyraźnie i o wszystkim, tylko nie o tym, co naprawdę istotne. Sekretarka automatyczna, telefon stacjonarny? Tak, to działo się dość dawno, od lat nie posiadam ani jednego, ani drugiego urządzenia. Był rok 1999…

Czytaj dalej na nowym blogu… 

Tam, gdzie narodziła się Łódź

Niekiedy na siłę promuje się miejsca, które niewiele mają do zaoferowania, a ignoruje te, które potrafią opowiedzieć naprawdę zajmujące historie. Może i dobrze, gdyż nigdy nie zadepczą ich tłumy turystów. Lubię odkrywać obszary, niegdyś odgrywające znaczącą rolę w dziejach, a dzisiaj pozostające wyłącznie prowincją. Uroczą, ale zawsze prowincją. Taką, jak ziemia przedborska, leżąca w zapomnieniu gdzieś na krańcach województwa łódzkiego. Przed wiekami działa się tutaj historia, po której pozostały ruiny dwóch zamków, kilka porywających opowieści oraz tabliczka pamiątkowa informująca, że w Przedborzu narodziła się Łódź.

kamieniołom na stoku Góry Chełmo

Czytaj dalej